wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział V. Tajemnicza blondi i najwspanialsi ludzie w życiu Leny.

Witajcie! Szczęśliwego Nowego Roku! :D
Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam. Wiele się działo. Mam kilka rozdziałów do przodu, więc powinnam jakoś to ogarnąć.

______________________________________________
http://www.youtube.com/watch?v=9TQUNqIHwYY

- Panno Evans. Panno Evans, proszę się zbudzić.

Usłyszałam delikatny głos kobiety nad moją głową. Nie potrafiłam otworzyć oczu. Piekły mnie i nagle zaczęły płynąć mi łzy. Kobieta otarła je i zwilżyła mi twarz mokrą szmatką. Po woli próbowałam dostrzec jej twarz. Z pewnością była to pielęgniarka.
- Przepraszam, ale co się stało? – spytałam

Tylko głos pozostał. Reszta ciała odmawiała mi posłuszeństwa. Było mi słabo i czułam się, jakbym za chwilę miała zwymiotować.
- Dzień dobry. Panno Evans nic się nie stało. Po prostu środki przeciwbólowe przestały działać, a z kroplówki sączyła się tylko glukoza. To nasza wina, ale wszystko się unormowało.

- Acha. To dobrze. Mogę spytać, co z moimi przyjaciółmi i mamą?
- Twoja mama siedzi w poczekalni. Powiedzieliśmy jej, że na razie nie może wejść póki się nie wybudzisz. Przyjaciele? A wiem! Tych dwóch młodzieńców. Jeden z nich był naszym pacjentem. Przyjechała po niego jakaś blondynka dzisiaj rano. Drugi chłopak powiedział, że przyjdzie o 12:00 do Ciebie.
- A która jest, jeśli można wiedzieć?
- Jest 10:00. Zawołać mamę?
- Nie. Niech pani jej powie, że już prawie się wybudziłam. Nie mam ochoty i nawet siły z nikim rozmawiać.
- Dobrze. Jeśli będzie pani odczuwała bóle czy coś, to proszę nacisnąć na ten guzik. – pielęgniarka wskazała na zielony guzik obok łóżka
- Dziękuję.
- Nie ma za co. To w końcu moje obowiązki. – uśmiechnęła się i wyszła z sali

 Blondynka …. ciekawe kto to. Matt nie ma blondynki w rodzinie z tego, co mi wiadomo. A może … a może?! Nie! To nie ona? Prawda? To nie Suzanne!
Rozpłakałam się na całego. A wszystko tak dobrze się układało. Nie mogłam opanować łez, które zupełnie zmoczyły moją poduszkę i koszulę nocną. Po dwudziestu minutach opanowałam się i powieki opadły, jak ciężkie worki z ziemniakami.

Nie widzę jego twarzy. Cały czas się zasłania ciemnością. Chyba nigdy jej nie ujrzę. Chcę wiedzieć kim jesteś. Czuję tylko, że jesteś ważny, a ja cię bardzo kocham. Obejmujesz mnie teraz z całej siły, ale nigdy nie dajesz na siebie spojrzeć. Ukrywasz się pod osłoną nocy.
Obudziłam się z przerażeniem. Czułam na swojej dłoni inną dłoń. Kogoś kto ściska ją mocno. To była mama. Nikt inny nie przyszedłby teraz, kiedy najbardziej potrzebuję opieki i troski. Cały czas zastanawiam się nad snem. Nie otwieram powiek, bo chce pomyśleć. Inaczej nie ma szans, bo mama żyć mi nie da.

Całą siebie skupiam nad myślami wokół tego, co mi się przyśniło. To z pewnością nie jest Matt. On nie ma zarostu, a wyczułam go, kiedy moje usta dotknęły policzka nieznajomego. Kto ma zarost? Oczywiście nie musi być to ktoś kogo znam, ale tak najlepiej szukać. Chyba nikogo takiego nie znam. Ciekawe gdzie jest Matt … Pewnie tuli się do blondi i zapomniał o całym świecie. O mnie między innymi. Wiem, jestem egoistyczna. Potrzebuje go i tyle, a on? Pewnie stwierdził, że jeśli go z góry odrzuciłam to nie ma sensu walczyć. Dlaczego nie odebrał go Jo? Czemu jeszcze nie przyszedł skoro jest 12:10?

Pozwoliłam sobie na otwarcie oczu i przeskanowaniu wszystkiego, co wokół mnie jest. Mama siedziała z zupą na kolanach i czekała aż otworzę oczy i dojdę do siebie.
- Lena? Jak się czujesz? Podnieść ci poduszkę? Przyniosłam odgrzaną zupę. Przepraszam, że nie jest świeża. Pewnie nie masz na nią ochoty. Przepraszam. Śpij.
- Ma-a-m-mo – jąkałam się
- Tak?
- Poda-a-a-sz mi tele-e-e-fon?
- Jasne. Poczekaj.  O! Jest!
- Dz-dzię-kuje. – odpowiedziałam z całej siły wytężając mięśnie, by się uśmiechnąć
- Odpoczywaj. Nie przeciążaj się. Pielęgniarka wyjaśniła mi dlaczego zrobiło ci się słabo. To ból, bo zapomnieli …
- Ta-a-k. Już wie-e-m. – szybko jej przerwałam, bo chciałam wysłać sms i pomyśleć spokojnie nad jego treścią
- Pójdę po łyżkę i zjesz ciepłą zupę. Musisz coś zjeść. Glukoza to takie świństwo.
- A-ale przyna-ajmniej nie jes-stem głod-dna.

Mama wyszła z sali. Szybko podniosłam telefon z kołdry i wybrałam po kolei:
MENU -> WIADOMOŚĆ  -> Utwórz nową

„Matthew wybudziłam się już. Gdzie jesteś? Lena.”
Wysłać? Ale jestem naiwna i pewnie wszyscy myślą, że jestem kolejną zdesperowaną młodą, która szuka miłości. Chociaż .. to prawda. Jestem zażenowana sobą. W końcu powinnam zabrać się za siebie, a nie patrzeć w przeszłość. Nie wyślę mu tego. Już mi nie zależy.

„Joseph przyjedź, proszę. Lena.”
Wysłałam. To właśnie jego opieki potrzebowałam. Stał się dla mnie w tak krótkim czasie bardzo ważną osobą. To prawie niemożliwe. No, ale w końcu był jedynym facetem w moim życiu. Ojca straciłam, Matt .. szkoda gadać. Zostali mi mama i Jo.

<dźwięk wiadomości sms>

„Już jadę. O wszystkim wiem. Matthew nie odbiera. Nie płacz. Jadę najszybciej, jak się da. Jo.”
No i się rozpłakałam. Nie było szans, żeby mnie to ominęło. Jestem taką beznadziejną kobietą. Jest mi wstyd, że tak się zachowuje. Że w końcu sama zostanę, bo …

- Lena, jestem! Mam zupę. Mniam!  - krzyczała mama od progu
Szybo otarłam łzy pościelą i obróciłam się w jej stronę. Szła taka uradowana. Wyglądała jakby ktoś jej właśnie odjął 20 lat życia. Była taka szczęśliwa.

- Mamo … nie krzycz, bo pacjentów zbudzisz. – zażartowałam
- A kto jeszcze śpi, dziecinko? Taki ładny dzień! Trochę z lekarzem ponegocjowałam i możemy wyjść na dwór, ale tylko z wózkiem inwalidzkim. Nie dasz rady dźwignąć się z wyra i iść o własnych siłach. Nie możemy niestety wychodzić poza teren szpitala, bo lekarze obawiają się, że znowu ktoś cię zaatakuje.
- A Matthew? Jego przecież to też dotyczy. – wściekłam się
- A! On … no cóż, pojechał z jakąś kobietą, która załatwiła dla niego ochronę. Policja ich puściła, ale będą go kontrolować.

Ach … to tak? Ochrona? Blondi z pewnością go ochroni  swoimi „balonami”.
Nagle w drzwiach pojawił się długo oczekiwany przeze mnie przyjaciel.
- Lena? Wszystko ok?
- Jospeh! Jak się cieszę, że cię widzę.

Chciałam się podnieść i go objąć, ale cała aparatura przygniatała mnie. Wiedział, że potrzebuje bliskości, więc usiadł i pochylił się nade mną. Objął dłońmi moją twarz i przytulił się swoim policzkiem do mojego. Ogolił się, ale czułam, że zrobił to szybko i nie do końca dobrze. ZAROST?! To zarost?! Przecież ten mężczyzna z mojego snu … nie! To na pewno .. NIE!
- Lena? Co jest? – zapytał, kiedy go odepchnęłam
- Jo, przepraszam. Przepraszam, że wygoniłam cię z domu. Pewnie szykowałeś się na jakieś spotkanie, prawda?
- Eee .. no cóż … zamierzałem przyjechać do ciebie.
- No, ale przecież … zarost …
- Zarost? – spytał i zaśmiał się na całą salę
- Och .. już nic. – opuściłam głowę ze wstydu

To jasne, ze Jo woli facetów. Pewnie miał zamiar z kimś się spotkać, a ja mu zawracam tyłek.
- Lena chciałaś żebym przyszedł, więc porzuciłem wszystko i ..
- A więc miałeś plany! – przerwałam mu i rozryczałam się

Mama wyszła z pokoju, bo nie chciała podsłuchiwać. Było jej pewnie głupio. Mi też. Zupę odgrzewała już kilka razy. Ja nawet nie sięgnęłam łyżką, żeby ją zjeść.
- Lena … to nie tak. Chodziło oto, że zaprzestałem golenia i szybko się ubrałem po twojej wiadomości. Przepraszam, że tak wyglądam i że prawdopodobnie podrapałem twój policzek.

Opanowałam się i z całej siły podciągnęłam się na łóżku, żeby go przytulić. Jo wiedział, że nie mam wiele sił na to, więc znów sam pochylił się, jak mógł.
- Lena … przecież wiesz, że nigdy bym cię nie wykorzystał. Jesteś dla mnie, jak młodsza siostra od chwili, kiedy cię poznałem. 
- Wiem, Jo.

Pocałowałam go w policzek i opadłam na poduszkę. Byłam strasznie zmęczona.  Z worka nad moją głową sączyła się bezbarwna substancja. Wiedziałam, że to przeciwbólowe, bo zrobiłam się głodna. Teraz mam ochotę na zupę od mamy, ale jej nie widzę.

- Joseph? Możesz pójść po mamę? Zrobiłam się głodna.
- Jasne. Chciałem ci coś przywieźć, ale wiem, że jedzenie twojej mamy jest lepsze niż fast-food, który codziennie jem.
- Ale i tak bardzo dziękuję.

Kiedy Jo zniknął za drzwiami, dostałam wiadomość.
„Lena, wszystko ok? Przepraszam, że nie poczekałem aż się wybudzisz. Musiałem coś załatwić. Odwiedzę Cię o 15:00. Twój Matt.”

Nie wiem, co powiedzieć. Najchętniej wyszarpałabym mu te jego lśniące kłaki i wyrzuciła przez okno. Niestety nie mam na to siły. Jest już 14:00. Powinnam się trochę ogarnąć, żeby być gotowa do kolejnej ostrej i ostatecznej kłótni. Nie chce żeby mama i Jo to słyszeli. Poproszę, żeby wyszli albo żeby Jo zabrał gdzieś mamę na obiad.
Nagle w drzwiach pojawiła się mama z zupą i uśmiechem na twarzy. Jo stał za nią i machał mi. Scena jakby z mojego ulubionego anime – to pierwsze o czym pomyślałam. Tęsknie za mamą, chociaż mam ją tak blisko siebie.

- Lena! Lena! Zupa! Słyszałam, że jesteś głodna. To dobrze. To oznacza, że zdrowiejesz!
- Tak mamo. Zdrowieję. Pytałaś lekarzy, kiedy wyjdę?
- Cóż .. mówią, że do końca tygodnia sobie poleżysz. To jeszcze 4 dni.
- Jakoś wytrwam, ale teraz daj mi szybko tą zupę. Jeszcze wystygnie!

Zajadałam się aż mi było głupio. Mama i Jo pewnie sami mieli ochotę na choćby kawę. Zrobiłabym ją gdybym mogła. Jestem taka bezużyteczna. Leżę tu zamiast zastanawiać się, co z moim życiem dalej. Rok szkolny się już kończy. Ja nie zaliczyłam dwóch egzaminów. Nie przepuszczą mnie, a nie mogę sobie na to pozwolić.

- Jo? Mógłbyś przywieźć mi podręczniki jutro? Potrzebuję ich, bo zostały mi jeszcze dwa egzaminy.
- Jasne. Pogadam na uniwerku z profesorkami i wszystko ustalę.
- Dzięki wielkie. Mamo, zupa jest przepyszna!

Pierwszy raz przy mnie mama zalała się łzami. Łzy te były łzami szczęścia. Już nigdy nie pozwolę, by płynęły z innego powodu.
- Nie płacz. Teraz mogę oddać się dalszemu wylegiwaniu. Właśnie! Joseph, mógłbyś zabrać moją mamę na obiad gdzieś ok. 15? Pewnie będzie głodna, a to taka nasza pora obiadowa. Za wszystko zapłacę, obiecuję!
- No oczywiście, że wezmę twoją mamę! Sam chciałem to zaproponować.
- Dziękuję. Jak wstanę na nogi to zabiorę cię w wakacje gdzieś na kilka dni. Możesz wziąć ze sobą swojego chłopaka. – powiedziałam z uśmiechem

Tylko czy on ma chłopaka … nigdy nie pytałam. To chyba było złe posunięcie, bo zrobił się smutny.
- Jo? – spytałam
- Opowiem ci o tym kiedyś. Dziękuje za propozycję. Wybiorę się z tobą nawet na drugi koniec świata.
- Chyba trudno stwierdzić, gdzie ten koniec? To znaczy się …. Kopernik namieszał. – zaśmiałam się
- Masz rację. Namieszał, namieszał … Teraz nie ma okazji mówić romantycznych tekstów. Ziemia ma być płaska! – zażartował

Od razu atmosfera się rozluźniła, a czas szybko leciał. Nawet nie spostrzegłam, kiedy na zegarze wybiła 15:10. Nasze rozbawienie zostało zgaszone przez „wejście smoka” mojego byłego.
- Ups … przeszkadzam? – spytał Matthew
- Stary gdzie ty się podziewałeś? – spytał Joseph
- No cóż … miałem pewien problem, ale już go rozwiązałem.

****
Podobało się? Proszę o komentarze. Nawet te krytyczne. Z góry przepraszam za błędy. :)