Mam dla Was przerywnik od czytania mojej historii.
KONKURS!
Zapraszam w imieniu Tris! :)
http://miastomgly.blogspot.com/2013/10/konkurs-szukajac-alaski.html
Kolejny rozdział mojego opowiadania pod koniec października.
Witam! Oto blog zagubiona-zakochana-oszukana. Historia opowiada o dziewczynie, która zostaje wplątana w niezłe tarapaty. Zakochana i zdradzona przez narzeczonego, który miał zostać jej mężem. Zagubiona po śmierci najbliższych. Niezwykle tajemnicze okoliczności, zbrodnie, intryga i ludzka chciwość.
piątek, 11 października 2013
środa, 2 października 2013
Rozdział IV. Szpital i omdlenie.
http://www.youtube.com/watch?v=I9QGpHScGug (idealny teledysk)
- Hej. Jak się czujesz? – powiedział czule Matthew
- Hej. Jak się czujesz? – powiedział czule Matthew
- Chyba … w porządku. –
przeciągałam się i nagle coś szczęknęło w plecach
- Ej, wszystko ok? Zawołać kogoś?
Może pielęgniarkę. – już zamierzał wstać, ale chwyciłam go za rękę
- Spokojnie. Starość nie radość.
- Och, Lena. Brakowało mi Ciebie.
Twojego uśmiechu. Wiem, jestem dupkiem.
- Nie mówmy o tym, proszę. To
nieodpowiednia chwila. Jestem słaba i nie mam siły wrzeszczeć. – zażartowałam
- Gdybym mógł cofnąć czas to … -
przerwałam mu i ścisnęłam jego dłoń
- Ale nie da się go cofnąć.
Przykro mi, ale nie da się.
Spochmurniał. To nie jest dobry
moment na poważne rozmowy. Oboje czujemy się beznadziejnie, a on poobijany
siedział przy mnie całą noc. Jest mi go żal. Wiem, że nie powinnam mu wybaczać.
Po prostu czuję się taka bezsilna i potrzebuje kogoś.
- Matt? Mogę Cię o coś prosić? –
ocknął się nagle
- Jasne. Co mam zrobić? – spytał z
uśmiechem, ale wiedziałam, że jest smutny
- Mógłbyś zadzwonić do mamy?
Chcę, żeby wiedziała, że tu leżę. Jeśli będzie mogła to niech mnie odwiedzi.
Muszę z nią porozmawiać.
- Dobrze. Już idę. – wstał i
nagle zakręciło chyba mu się w głowie, bo upadł
„PIELĘGNIARKA, PIELĘGNIARKA!
POMOCY!” – wrzeszczałam
W końcu przybiegła kobieta w
białym fartuchu i kiedy zobaczyła, co się wydarzyło szybko zawołała: „Nosze,
nosze! Szybko!”. Lekarze w mgnieniu oka się pojawili. Widziałam znikające ciało
Matthew za drzwiami mojej sali. Rozpłakałam się. Żałowałam, że z nim nie
porozmawiałam o tym wszystkim. O tym, że go potrzebuje. Że nie potrafię żyć bez
niego.
Minęło sporo czasu zanim się
uspokoiłam i wzięło mnie na wspomnienia. O rodzicach, dzieciństwie i
przyjaciółkach, które właśnie teraz potrzebuję.
Bardzo brakuje mi
ojca. Mama jest dla mnie bardzo ważna, ale męska pomoc w moim życiu jest mi
potrzebna. Po prostu go potrzebuje. Kocham moich rodziców. Nawet żyjąc ze
świadomością, że ojca nie ma. Bardzo ich kocham. Nikt nigdy nie miał i nie
będzie miał lepszych rodziców.
Zaczęłam rozpamiętywać czasy licealne, kiedy ojciec jeszcze
żył.
Zawsze był ze mną.
Nigdy przeciwko mnie. Wiadomo, że zdarzały się sytuacje, które były mało
przyjemne, ale trzeba przyznać, że to głównie moja lekkomyślność. Tata się ze
mnie nabijał, że jestem lekkoduchem i mogłabym zostać artystką. Zawsze miałam z
tego ubaw po pachy. Ale szczerze? Nie nadaję się na artystkę. Coś tam brzdąkam
na gitarze i trochę rysuje. Nie są to jednak dzieła na skalę artysty. Lubię się
chwalić swoim rysunkami, bo sprawia mi to przyjemność – jak każdemu. Mój tata
często to robił. Wchodził nieproszony do pokoju i oglądał moje „dziełka”, które
porozwieszałam po całym pokoju. Komentował, a ja się z tego niezmiernie
cieszyłam, jak dziecko. Z czasem stwierdziłam, że kocham patrzeć na te rysunki.
Przypominają mi ojca. Wtedy wiem, że moje życie ma sens. Zawsze rysuje
spontanicznie. Co do gitary … stoi zawsze naprzeciw wejścia, żebym mogła ją
podziwiać. Po raz pierwszy w rękach miałam ją w wieku 4 lat. Tata nauczył mnie
pierwszych chwytów. Niesamowite doświadczenie. Z czasem przestałam się nią
interesować i pozostawiłam na strychu. Od dwóch lat jestem nią oczarowana. Uczę
się nadal, bo to żywioł ciężki do poskromienia. Kiedy mam dosyć świata
zewnętrznego zamykam się w swoim. Oczywiście z gitarą i potrafię tak
przesiedzieć więcej niż 3 godziny. To piękne, że ktoś wymyślił coś takiego, jak
muzyka.
Kiedy ojciec umarł
miałam na szczęście niezwykłe trzy przyjaciółki: Muriel, Oriane i Carmen. Były niesamowite.
A czemu były? Rozeszły nam się drogi, ale dobrze je wspominam. Muriel to była
szalona. Miała czarne, długie loki i zielone oczy. Wszyscy faceci się za nią
oglądali. Uwielbiała lakiery do paznokci i wszystko, co związane z kosmetyką.
Miała brata bliźniaka, którym był Matt. Było zabawnie, kiedy przychodziłam do
jej domu, a on obejmował mnie przy całej swojej rodzinie. Oriana natomiast to
była skromna, ładna dziewczyna. Była brunetką z włosami do ramion. Potem ścięła
je i przefarbowała. Była jedną z najszczuplejszych osób w naszej licealnej klasie.
Po szkole zajmowała się pracą w schronisku dla zwierząt i tam zamierzała w
przyszłości pracować. Ciekawe czy się jej udało … Trzecia to Carmen. Zupełna
krejzolka. Była blondynką, ale taką, która zupełnie odstaje od stereotypowej
blondi. Osoba niezwykle utalentowana muzycznie. Śpiewała, grała na wielu
instrumentach. Zawsze jej tego zazdrościłam. No, ale nie ukrywajmy, że miała
dużo kasy, więc mogła pozwolić sobie na różne wyjazdy i „trasy koncertowe”.
Tak, „trasy koncertowe”. Nie były to jakieś wielkie rzeczy, ale zawsze jakieś.
W pierwszej klasie liceum założyła zespół. Trochę od nas się oddalała i coraz
rzadziej ją widywałam. Później wypisała się z naszej szkoły i chodziła do
jakiejś muzycznej.
Były niezwykłe mimo
swoich wad. Tyle czasu ze sobą byłyśmy, że nie dziwie się, że tak to się
skończyło.
Moje przemyślenia przerwał krzyk mamy: „Gdzie ona jest? Do
cholery! Gdzie?”
Nigdy nie słyszałam jej, jak przeklina. To coś nowego. Po
chwili już znalazła się przy moim łóżku i obcałowywała mnie. Przyniosła zupę i
ugotowanego kurczaka z moją ulubioną sałatką. Właśnie za to ją kocham. Wie,
czego mi potrzeba. Z zawiniętej reklamówki wyjęła książkę, która leżała na moim
stoliku nocnym. Nie dokończyłam jej jeszcze. Było w niej za dużo miłości, a
wtedy przeżywałam ciężkie chwile.
- Masz, słoneczko. Teraz będziesz mogła dokończyć, kiedy
między Tobą, a Matthew wszystko się układa.
No i to właśnie były momenty, gdy miałam swojej mamy dosyć.
- Mamo … ja do niego nie wróciłam.
- Jak to? Przecież … rozmawiałam z nim. Mówił, że … -
przerwałam jej, obejmując jej dłoń
- Z Mattem wszystko
ok?
- Tak, wszystko w porządku. Lekarze mówili, że zasłabł, ale
to ze względu na to, że nie przespał nocy.
No jasne. Czuwał tu nade mną. „Dupek jeden, a teraz chce mi
umrzeć” – pomyślałam i zaśmiałam się.
- Z czego się śmiejesz? – spytał Matthew, który pojawił się
w progu sali
- O to Ty! Już dobrze? Co mówią lekarze?
- Chyba mama już Ci wyjaśniła. – odpowiedział chłodno
Zerknęłam na niego i zauważyłam, że oczy miał czerwone od
płaczu.
- Tak, wyjaśniła. – odpowiedziałam pogodnie i z lekkim
uśmiechem
Wiedziałam. Zaatakowałam go, głupia. Wiem, że on też źle to
znosi, ale to nie ja się przespałam z jakąś nieznajomą. Pewnie słyszał „(...) ja do niego nie
wróciłam”.
- To ja pójdę, a wy porozmawiajcie. W końcu po to zwołałem
Twoją mamę do Ciebie.
- Matt, czekaj! Zostań z nami.
Matt nie miał rodziców. Nie miał go kto odwiedzić i
pocieszyć.
- Lena … to nie ma sensu. Idę do siebie. Jeśli będziesz
czegoś potrzebowała zadzwoń. Mama miała przynieść Ci telefon. – odpowiedział
- A no tak! Masz, kochanie. – mama się ocknęła i podała mi
telefon z jej torebki
- Dziękuję. To dobrze, że będę mogła się komunikować z
innymi. Zgłupieje tu sama. – zażartowałam, chcąc rozluźnić atmosferę
W rzeczywistości nie miałam z kim rozmawiać. Tylko Matthew i
mama wypełniali pustkę.
- No tak. Teraz jesteś sama to telefon się przyda. –
powiedział Matt i wyszedł z sali
Mama zerknęła na mnie, ale się nie odezwała. Nie chce
wybuchnąć płaczem przed nią. Sama źle znosi wszystko, co się dzieje. Nie ma
męża i sama teraz ciężko choruje. Ja tylko jej ciąże. Obiecuje sobie w duchu,
że kiedy wyzdrowieje i skończę studia, wyjadę. Dam jej spokój. Niech odpocznie.
Cały czas się mną zajmowała. Jestem już dużą dziewczynką. Przywiozę jej
pieniądze i pomogę w chorobie.
- To może ja rozpakuje ci jedzenie, co? W szpitalu nie dają
dobrych posiłków.
- Zgadłaś. Są ohydne. Chętnie coś zjem. – powiedziałam z
uśmiechem, ale w rzeczywistości na nic nie miałam ochoty
Czekałam kilka minut, kiedy w drzwiach ukazała się mama z
niedawno poznanym przeze mnie
osobnikiem. Był ubrany w ciemne jeansy, fioletowy T-shirt opięty na klacie. Naprawdę
atrakcyjny z niego facet.
- Och, Joseph … - westchnęłam
- Cóż … miłe powitanie. – odpowiedział z ironią, ale
niezłośliwie
- Lena, zachowuj się! Ten młodzieniec chciał cię odwiedzić! –
mama spiorunowała mnie wzrokiem
- Dobrze, dobrze. Siadaj wygodnie. Mamo zjem później, w
porządku? – spytałam
- Jasne. To ja zaparzę herbaty czy coś. Sama się zmachałam.
Muszę latać po piętrach, żeby znaleźć stołówkę, toaletę …
- Mamo! – przerwałam jej
- Już dobrze. Idę. Wrócę za jakieś 30 minut. – odpowiedziała
z uśmiechem
Wyszła z sali. Podejrzewam, że doszła do wniosku, że Joseph
to mój chłopak. Że niby dlatego Matt był taki wściekły. Wyczytałam to z jej
oczu. Jest taka łatwa do rozgryzienia.
Joseph stanął nad moim łóżkiem i uniósł moją dłoń w stronę
swoich ust. Nie pocałował, ale musnął po niej swoim delikatnym zarostem. Czułam
się, jakbym w końcu znalazła się tam, gdzie powinnam. Pełna rozmyślań ocknęłam
się, kiedy usiadł obok mojego uda.
- Witaj, myszko! Jak się czujesz? – spytał Joseph
- Proszę Cię … nawet tak do mnie nie mów. – odpowiedziałam
chłodno
- Widzę, że panna nie w sosie. Chyba trafiłem na złą porę.
Jak to nazywają? Sprzeczka zakochanych. Dobrze mniemam?
- Joseph … nie rób sobie jaj, proszę. Trafiłeś na złą porę.
Parę chwil temu w tych drzwiach stał Matthew. Był smutny i chyba płakał. Mimo
wszystko nabrał siły, by potraktować mnie, jak powietrze.
- Ale że jak? Wyjaśnij mi to, bo … W ogóle co wy tu oboje
robicie? Jak to się stało?
Wyjaśniłam Josephowi całą zaistniałą sytuacje. Opowiedziałam
o cmentarzu, o mojej rozmowie z Mattem przed jego zasłabnięciem, o tym kiedy
zasłabnął i co później się wydarzyło.
Słuchał tego z wytrzeszczonymi oczyma i ustami
ukształtowanymi w dużą literę „O”. Wiedziałam, że nie mogę mu o wszystkim
powiedzieć. O tym, że kocham Matta, a zachowuje się wobec niego koszmarnie. O
tym, że chciałabym znów utonąć w jego ramionach.
- To straszne, Lena! Jak?! Nie rozumiem tego. A jak Matt?
Już z nim wszystko ok?
- No, jak Ci mówiłam nabrał sił i potraktował mnie w tych drzwiach, jak powietrze. –
wskazałam na ohydnie zielono-żółte wejście do sali
- Pójdę do niego potem. Teraz posiedzę z tobą. Czuję, że
jesteś tu bardzo samotna. No wiesz … mimo tych wszystkich opiekuńczych zachowań
ze strony twojej matki.
- O kurczę! Zapomniałam o tobie, twojej rodzinie, matce …
Przepraszam.
- Och, Lena … - roześmiał się – jak miałabyś nam pomóc
prawie niepełnosprawna?
Co racja, to racja. Leżałam tu uwięziona. Miałam chyba
złamaną nogę czy coś. Trochę poobijana byłam na żebrach. Brzuch miałam
obwiązany bandażem, który już bardzo przesiąkł krwią. Koszmarny widok. No i
głowa mi pękała.
- Ale i tak przepraszam. Nie miałam się, jak do ciebie
odezwać. Nie posiadałam przy sobie komórki. – każda wymówka jest dobra
- Lena, nic się nie stało. Naprawdę. Poradziliśmy sobie.
Mama nawet godziny z nami nie posiedziała. Ulotniła się pod pretekstem, że
miała podskoczyć do przyjaciółki oddać pożyczone książki.
- Skąd wiesz, że to nie prawda? – spytałam
- Lena, Lena … jakby ci to powiedzieć? Znam swoją matkę.
Pewnie poszła się uchlać. Udaje taką perfekcyjną, ale w rzeczywistości to
żałosny obraz kobiety.
Joseph chyba jeszcze nie ochłonął po kolacji z własną mamą.
Nie powinnam rozgrzebywać tematu.
- Co jest? Masz wyraz twarzy taki nieobecny. Chyba Matthew
naprawdę Cię uraził.
- Cóż … nie wiem czy mnie uraził, czy nie. Jedno wiem na
pewno! Nie znosi mnie i nie chce, żebym zawracała mu dupę.
- Ach bzdury, Lena! – usłyszałam głos wydobywający się z
wejścia
Wrócił. Wrócił! Już lepiej się czuje. Widać to po nim. Oczy
ma zaczerwienione, ale przeszła mu faza emocjonalna.
- Matt? Matt! Jak dobrze, że wróciłeś! – wykrzyczałam
- Ej, leż spokojnie. Chyba chcesz stąd wyjść, jak
najszybciej, co nie?
Pomyślałam, że zasadniczo jeśli miałabym spędzić tu
wieczność - ale przy nim - to bym została.
- Cześć, stary! Jak się czujesz? – spytał Joseph
- Dobrze. Nic mi już nie dolega. Wypisują mnie jutro.
Jeszcze poleżę tu jedną noc i mogę iść w siną dal.
- Przyjadę po Was. Tata zostawił mi kluczyki. Będę mógł pewnie
skorzystać z jego ofiarności. – powiedział Jo
- Ja pewnie będę musiała tu zostać, ale przyjedź po Matta.
Chcę być pewna, że wróci bezpiecznie.
- Lena, jeśli ty tu zostaniesz to …
- Matt. Odpocznij sobie, proszę. Ostatnio przesiedziałeś ze
mną całą noc i potem zasłabłeś. Nie chce, żeby przydarzyło Ci się to w domu. –
przerwałam mu w połowie zdania
- Lena, ale ja nie muszę odpoczywać. Ze mną jest ok. Tylko
ty tak licho wyglądasz.
Nie wiedziałam czy odebrać to za oblegę, czy nie. Było mi to
zasadniczo wszystko jedno. Cieszyłam się, że Matt się dobrze czuje.
- Byli już policjanci u was? – spytał Joseph
- U mnie jeszcze nie. – odpowiedziałam
- U mnie też nie. – westchnął Matt, jakby uważał to za mało
istotne
Nagle coś ścisnęło mnie w sercu. Zwinęłam się w kulkę i
przyciągnęłam ręce, jak najbliżej klatki piersiowej. Usłyszałam tylko krzyki
Matta: „Lena! Lena!” i uspokajającego go Jo. Lekarze wbiegli do sali i ich
widok był ostatnią rzeczą, którą pamiętam tego feralnego popołudnia.
***Podobało się? Proszę o komentarze. :)
wtorek, 27 sierpnia 2013
Rozdział III. Szpital i pierwsze wspomnienia.
http://www.youtube.com/watch?v=1lyu1KKwC74
Otworzyłam powieki. Odczułam ciepło na twarzy w odróżnieniu od reszty ciała. Pojęłam dopiero po kilku dłuższych chwilach, że prawdopodobnie jestem w szpitalu. Coś sączyło się z worka nad moją głową. Światło mnie raziło i czułam się, jakby ktoś przywiązał mnie z całej siły do łóżka. Miałam problem z zaczerpnięciem powietrza. W sali byłam tylko ja, a tak przynajmniej mi się wydawało. Naszło mnie teraz wiele niewyjaśnionych myśli z wczorajszego wieczora. Pamiętam, że byłam na cmentarzu. Towarzyszył mi mój były. Tylko co było dalej?! Czemu tu wylądowałam?! Zaczęłam panikować i łzy płynęły. Bałam się, że za chwilę wpadnę w depresję, która już zupełnie mnie rozklei. Kurczę .. a gdzie jest Matthew? Nie ma go tu, czyli co?
Otworzyłam powieki. Odczułam ciepło na twarzy w odróżnieniu od reszty ciała. Pojęłam dopiero po kilku dłuższych chwilach, że prawdopodobnie jestem w szpitalu. Coś sączyło się z worka nad moją głową. Światło mnie raziło i czułam się, jakby ktoś przywiązał mnie z całej siły do łóżka. Miałam problem z zaczerpnięciem powietrza. W sali byłam tylko ja, a tak przynajmniej mi się wydawało. Naszło mnie teraz wiele niewyjaśnionych myśli z wczorajszego wieczora. Pamiętam, że byłam na cmentarzu. Towarzyszył mi mój były. Tylko co było dalej?! Czemu tu wylądowałam?! Zaczęłam panikować i łzy płynęły. Bałam się, że za chwilę wpadnę w depresję, która już zupełnie mnie rozklei. Kurczę .. a gdzie jest Matthew? Nie ma go tu, czyli co?
- Lena? Śpisz?
Tak to był jego głos. To znaczy, że sama w sali nie jestem.
On żyje. Jestem taka szczęśliwa. Natychmiast odwróciłam się w jego stronę.
- Nie, nie śpię. Cieszę się, że tu jesteś. Wszystko w
porządku, Matthew? Co Ci się stało w rękę? Co z Twoją twarzą?
- A to ... to nic. Lekkie zadraśnięcia, a ręka trochę się
stłukła. – powiedział z uśmiechem
Wiedziałam, że jest coś nie tak. On zawsze był taki. Nigdy
nie chciał żebym się martwiła.
Zachowuję się okropnie. Zdradził mnie, a ja? Najchętniej
przytuliłabym się do niego, jak za dawnych czasów. Obiecałam, że mu wybaczę,
ale chyba nie potrafię.
Pamiętam, jak pierwszy raz się spotkaliśmy, jakby to było
wczoraj. Wszystkie myśli, wszystko pamiętam.
Był słoneczny, ciepły
poranek. Połowa drugiego semestru drugiej klasy licealnej. Wszystko wokół było
tak magicznie piękne. Pójście do szkoły to zły pomysł. Zmarnować tak piękny
dzień? Niewybaczalne. Zabrałam się za przygotowanie śniadania. Tata jeszcze
spał, a mama szykowała ubrania do pracy.
Zjadłam kanapkę i
wypiłam dużą kawę. Rodzina mówi, że nie powinnam jej pić, ale już trochę się
uzależniłam. Jeśli coś sprawia mi przyjemność to sobie tego nie będę odmawiać.
Długo na tym świecie nie pożyję.
Niechętnie wkładam
drugie śniadanie do plecaka wraz z książkami i piórnikiem. Nienawidzę szkoły.
Odbiera mi chęć do życia. Czasami czuję taką bezsensowność chodzenia do niej.
Mama Carmen już
czekała przed furtką na mnie. Zawsze mnie „zbierają” do szkoły i zawożą
samochodem. Jestem im za to wdzięczna, bo rano nie mam siły nigdzie iść. Nawet
do toalety, ale z wiadomych przyczyn muszę to robić.
- Hejka, Carmen! Dzień
dobry, proszę pani!
- Hej, Lena! Chodź
szybko, bo nie zdążymy! Za późno wyjechałyśmy!
- Dzień dobry, dzień
dobry! Jak poranek? – spytała mama Carmen, kiedy wsiadałam do samochodu
- A wszystko w
porządku. Trochę ciężko było się pozbierać, ale jakoś dałam radę.
- A jak mama? – Carmen
milczała, ale jej mama brnęła dalej
- Chyba dobrze.
Minęłam ją w toalecie, więc nie rozmawiałyśmy długo.
- Rozumiem. A ojciec?
Znowu był na wieczornej zmianie?
- Tak, wrócił o 4:00.
Słyszałam, jak puścił wodę w prysznicu.
- Pozdrów ich. Dawno
już się nie widzieliśmy.
Nastała cisza. Czułam
się przytłoczona myślami o swojej rodzinie. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym
aż tak głęboko. Tyle im zawdzięczam, a nigdy nie podziękowałam.
Zza zakrętu widać było
już duży budynek na zewnątrz w stylu rokoko, a w środku zwyczajnie – jak w
szkole. Można powiedzieć, że wręcz nowocześnie, za co nienawidziłam
projektantów. Przed budowlą mieścił się placyk z małym „rondkiem” zieleni. W
środku stała duża fontanna. Śliczna i niezwykła. Zawsze przy niej
przesiadywałam czekając na zajęcia pozalekcyjne. Mogłam czytać, słuchając
„spadającego wodospadu”. Coś niesamowitego.
- Carmen przyjdź
dzisiaj punktualnie! Ciocia przyjeżdża z Arthurem i Jamesem! A Tobie Lena życzę udanego dnia i
nie zapomnij pozdrowić rodziców. – powiedziała mama mojej przyjaciółki, kiedy
wychodziłyśmy z samochodu
- W porządku,
pozdrowię. Dziękuję i pani także życzę udanego dnia. – odpowiedziałam
- Mamo postaram się
być punktualnie, ale nie odpowiadam za kierowcę, który ciągnie się i ma na
liczniku 20 km/h. – powiedziała Carmen z ironią
Wolałam się ulotnić i
nie być biernym uczestnikiem rozgrzewającej się kłótni między córką, a matką.
Pożegnałam się i powiedziałam przyjaciółce, że poczekam na nią przy fontannie. Od
dłuższego czasu było coś między nimi nie tak. Carmen mówiła, że ma jej dosyć i
chyba ucieknie.
Mimo wszystko kłótnia
tak mocno się rozpętała, że wszyscy na placyku ją słyszeli.
- Carmen! Nie pyskuj!
Postaraj się być, bo inaczej …
- Bo co? Mamo przecież
wiesz, że James … - przerwała Carmen swojej mamie
- James, James, James
… Wiem, że Ci się nadal podoba! Zerwaliście, ale co mnie to obchodzi?! Masz być
i koniec! Ciocia i Twój kuzyn Arthur będą źli! – krzyczała „na cały regulator”
http://www.youtube.com/watch?v=hN5X4kGhAtU
Carmen ze łzami w oczach pobiegła w stronę wejściowych drzwi szkoły. Po drodze upuściła kilka zeszytów, które pospiesznie zebrałam. Biegłam za nią.
Carmen ze łzami w oczach pobiegła w stronę wejściowych drzwi szkoły. Po drodze upuściła kilka zeszytów, które pospiesznie zebrałam. Biegłam za nią.
- Carmen czekaj!
Zatrzymaj się! Carmen! Do cholery!! – wrzeszczałam
- Zostaw mnie! Chce
być sama! Nie masz takiej matki to mogłabyś sobie odpuścić i nie litować się
nad „biedną i pokrzywdzoną” – odpowiedziała ironicznie, ale ze wściekłością
Zatrzymałam się, bo
wiedziałam, że dalsza „pogoń” nie ma sensu. Zezłościłaby się jeszcze bardziej.
Sama wiem, jak to jest. Niby mam idealnych rodziców, ale są jeszcze inni na tym
świecie … Często mam ochotę zamknąć się w pokoju i nie wychodzić.
Pójdę do niej za chwilę. Pewnie siedzi w
kiblu. Od przedszkola tak robiłyśmy i nadal robimy. To właśnie Carmen najdłużej
znam i czasami czuję, że ma mnie już dosyć. W końcu to 12 lat znajomości.
Siedziałam długą
chwile na ziemi przy szafkach. Nawet dłuższą chwile niż myślałam. Poszłam
spokojnie w stronę damskich toalet. Otworzyłam zielone, drewniane i podniszczone
drzwi. Stanęłam, jak wryta. Carmen stała bez ciuchów, bez majtek i stanika.
Cała naga.
- Co ty robisz? –
spytałam trochę przerażona
- Nago lepiej mi się
myśli. - zażartowała
Zaczęłyśmy się śmiać.
Byłyśmy tak głośno, że do ubikacji wszedł nasz nowy nauczyciel historii, pan
Jason. Był nieziemsko przystojny, młody, ale i szalony. Kiedy zobaczył nagą
Carmen, pospiesznie zamknął drzwi i tylko usłyszałyśmy:
- Panno Carmen proszę
się przyodziać. Jak można tak chodzić po szkole?
- Ależ panie
profesorze, czy jestem pierwszą nagą kobietą w pana życiu?
- To nie jesteś
śmieszne, Carmen!
- Uuu … Po imieniu!
Ale romantycznie! – powiedziałam z zachwytem
Czułyśmy się, jakbyśmy
przed chwilą wróciły z imprezy. Upite, naćpane i niewyspane. Za to kochałam
moje przyjaciółki. Nigdy nie było z nimi nudno.
- Lena … myślałem ..
- Ej, ej. Nie
przystawaj się do mojej przyjaciółki. – odpowiedziała Carmen
Poczułam się teraz
zażenowania. Lubiłam pana Jasona. Był naprawdę miły. Świeżo po studiach, a
pracował z taką pasją z młodzieżą. Chodziłam do niego na zajęcia. Na początku
wydawało mi się, że to nie dla mnie. Zbyt drętwo, poważnie. Dopiero po dwóch
spotkaniach zaczęłam się udzielać i doszłam do wniosku, że to najlepsze zajęcia
pozalekcyjne!
- Panno Carmen ..
takie żarty są nie na miejscu. Za chwilę rozpoczną się zajęcia. Proszę się
ubrać, jak na człowieka przystało. Obiecuje, że nie powiem nic nikomu. Mam
nadzieję, że ostatni raz takie coś miało miejsce w tej szkole z waszej strony.
Odszedł. Byłam
zażenowana jeszcze bardziej niż przed chwilą. Pan Jason … on mnie lubił.
- Dobra. Lena wstań i
pomóż mi zapiąć stanik. Szybko! Muszę zdążyć na francuski, a ty na historię.
Szczerze? Współczuje Ci. No, ale w końcu wybrałaś język niemiecki.
- Och, Carmen. Co ja z
Tobą mam …
Wyszłyśmy z toalety po
kilku minutach. Na szczęście była jeszcze przerwa. Pożegnałam się z
przyjaciółką i pobiegłam na drugie piętro do sali nr 21. Tam miała odbyć się
moja najgorsza historia z panem Jasonem.
- Witajcie młodzieży! Powitajcie
nowego ucznia naszej szkoły. Oto Matthew Davis.
- Dzień dobry! –
odpowiedzieliśmy chórem
- Siadaj Matt na
dowolnym, wolnym miejscu. Moi drodzy, dzisiaj naszym tematem będą … erotyka i
seks w starożytnym Egipcie.
Wszyscy zaczęli się
śmiać, a ja cała czerwona byłam myślami w scenie dzisiejszego poranka.
- „Czy starożytni
Egipcjanie byli wyuzdani, czy wręcz przeciwnie, pruderyjni? Jaki był ówczesny
ideał piękna? Czy pornografia już wtedy istniała?” – czytał z wydrukowanej
kartki
Znowu wybuchła wrzawa.
Chciałam schować się pod stołem ze wstydu, ale wiedziałam, że nie mogę tego
zrobić.
- Otóż … w starożytnym
Egipcie seks był postrzegany jako coś szczególnego. Był obdarzony niebywałą
tolerancją. Mężczyzna odgrywał główną rolę. Można uznać, że było tak zawsze
zanim pojawiły się feministki. – zażartował, ale mu nie wyszło
Dziewczyny z naszej
klasy założyły klub feministyczny. Nie wiem czemu służył, ale było to raczej na
pokaz. Każda klasa coś robiła. Nasza? Zupełnie nic. Byliśmy aspołeczni.
Pan Jason kontynuował
wykład trochę zażenowany swoją „pomyłką”:
- Mężczyzna, więc górował
wraz ze swoim punktem widzenia nad partnerką. Związki małżeńskie były
monogamiczne, jednak zdarzało się, że faraon, czy też arystokracja mieli więcej
niż jedną żonę. Żonaty mężczyzna bez żadnych konsekwencji mógł posiadać inne
partnerki, natomiast cudzołóstwo jego żony mogło zakończyć się rozwodem lub jej
śmiercią. Mężczyźni bez większych problemów mogli otrzymywać rozwód, musieli
jednak zapłacić za to odszkodowanie swoim żonom. Kobiety nie miały takich praw.
Egipskie małżeństwa na ogół były zawierane w młodym wieku. Kobiety wychodziły
za mąż między 12, a 14 rokiem życia, a mężczyźni żenili się między 15, a 17
rokiem życia. Mężczyźni rozpoczynali współżycie wtedy, gdy odczuwali taką
potrzebę. Bardzo często ich pierwszą partnerką była niewolnica. Dosyć popularną
pozycją współżycia była tzw. pozycja odwrotna (kobieta leży na mężczyźnie).
W tym momencie chłopcy
„zwijali się ze śmiechu”. Nie mogąc nabrać powietrza do płuc, dusili się z
rozbawienia. Pan Jason nie przestawał.
- W Starożytnym Egipcie znane były częste
przypadki obrzezania chłopców oraz związki kazirodcze (głównie wśród faraonów i
arystokracji). Zwyczaj ten był uzasadniony religią, ponieważ Izyda poślubiła
swojego brata Ozyrysa.
Nagle ktoś krzyknął z
końca sali:
- Ej, Matthew!
A jak tam twoja siostra, Muriel? – powiedział ze śmiechem
Co?! Muriel ma brata?! A no fakt! Coś mówiła o chłopaku, który jest jej bratem, a dowiedziała
się o tym dokładnie dwa dni temu. Napisał do niej na komunikatorze. Nie ufała mu, ale wspomniał wiele faktów, o których wie tylko najbliższa rodzina. Nie wiedziałam, że miał się przenieść do naszej szkoły. Wiadomości w szkole za szybko się roznoszą ... Ten chłopak - dzisiaj dowiedziałam się, że to Matt - i Muriel są bliźniakami, chociaż zupełnie inaczej – z tej
perspektywy - wyglądają. Matt ma czarne włosy i brązowe oczy. Jest nawet
przystojny. Muriel wspominała coś o tym, że kobiety za nim się uganiały w jego ostatniej szkole, ale on je olewał. Nowy uczeń w nowej szkole i już ma „zapisane
papiery” przez bandę nieudaczników z naszej klasy. Koszmar!
http://www.youtube.com/watch?v=RF0HhrwIwp0
- To materiały z
Internetu oparte o różne książki. Co sądzicie? – spytał pan Jason
Nastała cisza. Nikt
się już nie śmiał. Pewnie nikt nie chce nawet mówić publicznie o seksie, bo
mimo wszystko to wstydliwe.
- Może … Lena! O, właśnie!
Co sądzisz?
Teraz to dopiero
myślałam, że spłonę ze wstydu. Wszyscy wlepiali we mnie oczy i czekali na
odpowiedź. Nie mogłam z siebie niczego wydusić. Za bardzo mnie ten temat
krępował. Szczególnie przy panu Jasonie.
- No cóż .. Czytałam
kiedyś, że … - zaczęłam się jąkać – seks był zaleceniem lekarskim.
- Tak? Powiedz coś
więcej, proszę. To bardzo ciekawe, a może nawet zarobisz ocenę za aktywność.
- Więc … Na przykład zalecano
zamężnym kobietom, których mężowie wyjechali na wojnę, aby znalazły sobie na
ten czas kochanka. Nikt nie czynił z tego skandalu. Była to normalna praktyka,
zalecana przez medyków.
- Ciekawe, ciekawe ..
Coś jeszcze?
- Podobnie wyglądała
jeszcze kwestia seksu przedmałżeńskiego. Nikt nie przejmował się wybrykami
młodzieży uprawiającej seks w spichlerzach, czy nawet w sypialniach pod okiem
rodziców. Kontakt erotyczny pomiędzy
młodymi uważano za całkowicie naturalny.
[korzystałam z: http://facet.interia.pl/seks-i-zwiazki/news-tak-zmienial-sie-swiat-seksu-egipt-faraonow,nId,986260 ]
- No, no! Bardzo
dobrze. A skąd to wiesz? – spytał nauczyciel
No i co miałam mu
powiedzieć? Czytałam o tym artykuł, ale wszyscy pomyślą, że fascynują mnie
pornole i erotyka. Taką miałam prostacką klasę.
- Yyy … Kiedyś
widziałam w telewizji program o życiu Egipcjan i wspominali o seksie. Byłam też
na wykładzie na ten temat.
- Interesuje Cię to? –
spytał
- Nie, nie! Ja seksu
nie lubię!
Wszyscy wybuchli
śmiechem. Jak ja coś palne to …
- Ej, cisza! Nie
naśmiewajcie się z osób ambitnych, prostaki! Lena dziękuję za odpowiedź. Piątka
z aktywności.
Zadzwonił dzwonek.
Wybiegłam z klasy, jak oparzona. Wszyscy zerkali na mnie ukradkiem i po cichu
sobie coś szeptali. Podszedł do mnie David, największy dupek z klasy.
- No Lena, Lena …
Jakie zainteresowania. Piątka za aktywność? Pan Jason pewnie bardzo Cię lubi.
Ciekawe za jaką aktywność?
Zaczął ocierać się o
moje biodra. Natychmiast go odepchnęłam. Ten chwycił mnie za tyłek i szyje.
Zaczęłam krzyczeć.
- Puść mnie! PUŚĆ!
- Uspokój się,
maleńka. – powiedział z szerokim
uśmiechem
W tym momencie ktoś do
nas podbiegł i usłyszałam tylko mocne uderzenie. Nie wiedziałam, co się ze mną
dzieje. Upadłam na ziemie i kręciło mi się w głowie. Szyja bolała mnie od
uwolnionego ucisku. Czułam, jak podana zostaje mi dłoń. Dotknęłam jej i objęłam
z całej siły. Ktoś mnie podciągnął i stanęłam na równe nogi. Dalej nie
wiedziałam, co się dzieje. Było mi słabo i oczy mnie piekły.
- Wszystko w porządku?
To był chłopak, ale
nie słyszałam nigdy jego głosu wcześniej. Może ktoś z młodszych klas?
- Ałć! Chyba tak …
- Na pewno? Nie
wyglądasz najlepiej. Zawołam pielęgniarkę, co?
- Nie, nie trzeba.
Dziękuje. Zaraz przejdzie. Mogę gdzieś usiąść tylko?
- Jasne, chodź. Tam
jest ławka.
Usiadłam. On też.
- Kim jesteś?
- Matt Davis.
- Ach, no
rzeczywiście. Przepraszam, że cię nie poznałam.
- Nic nie szkodzi. A
Ty?
- Ja Lena Evans.
Jesteś bratem bliźniakiem Muriel, prawda? – wypaliłam
- Hmm .. no tak.
Jestem. Znaczy mam inne nazwisko, bo trafiłem do innej rodziny. Ogólnie papiery
po urodzeniu zostały zafałszowane. Nikomu to nie przeszkadza. Chciałem tylko,
żeby Muriel o mnie wiedziała.
- No cóż. Nie wiem czy
to dobre posunięcie. No, ale lepiej teraz niż później.
- Racja. W twoich
oczach widać jakąś taką troskę czy coś. Chyba za dużo powiedziałem, ale
wydajesz się być osobą godną zaufania.
No i tak właśnie się poznaliśmy.
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział II. Suzanne.
Jest wspaniale. Jego
dłonie są wplecione w moje. Czuję jego oddech na prawym obojczyku. Zakłada na
moje ramiona koc. Kiwam głową i całuję go w ciepły policzek. Tyle mu
zawdzięczam. Jest przy mnie w tych trudnych chwilach. Podaje mi kubek ciepłej,
malinowej herbaty – moja ulubiona. Jest niesamowicie. Mogę poczuć zapach jego
perfum, które sama kupiłam mu na Boże Narodzenie. To miło, że mnie docenia.
Kocham go. Znów mnie obejmuje, a ja tylko mogę mu się oddać z wzajemnością.
Moment! Gdzie ja jestem? Kim on jest?
- Spokojnie. Lena, spokojnie. Jesteś u mnie. Spokojnie.
- Joseph? Co się dzieje?! Co ja to robię?! Dlaczego?!
- Jesteś u mnie w pokoju. Zasłabłaś nagle po zajęciach.
Przywiozłem cię do siebie, bo nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz.
- Dzwoniłeś do mamy?
- Nie. Wiedziałem, że nie chcesz jej zamartwiać.
- Dzięki. Jesteś kochany. – wymsknęło mi się przez przypadek
- Kochany? Mhmm. Teraz żałuje, że jestem gejem. –
zażartował, ale po chwili spoważniał - Przyszedł niespodziewany gość.
- Kto?! – krzyknęłam
- Nie krzycz, proszę. Wiem, że to zły moment …. to Matthew.
– odpowiedział Joseph
- Co?! – zaczęłam się dusić własnym powietrzem
- Uspokój się. To on cię znalazł na korytarzu. Wiem, że jest
dupkiem, ale chciał się z tobą zobaczyć.
- Przepraszam. Rozumiesz, że nie mam ochoty? – odrzekłam
najmilej, jak potrafiłam
- Rozumiem, ale on cię uratował. Nie powinnaś coś
powiedzieć, na przykład podziękować? Nie wiem. Ja jestem gejem. Dla mnie takie związki, jak
Wasze są zbyt trudne.
- On nie wie, gdzie mieszkam? Nie zatruwałabym życia innym.
Nie mógł ci powiedzieć? Dobra. Trzy minuty. Wpuść go. – powiedziałam bez
zastanowienia, czego jak się potem okazało nie żałowałam
Wszedł. Oto mój były.
Trzy tygodnie temu mieliśmy się pobrać, a on? Wyjechał dwa
tygodnie przed. Potem otrzymałam zdjęcia z jego niewinnego wyjazdu. Suzanne? "Ostra"
laska. Ładna, szczupła blondynka. Nie to, co ja. Upokorzył mnie. Jak się potem
okazało, wszyscy moi znajomi znaleźli to zdjęcie na jego Twitterze. To były
najgorsze chwile w moim życiu.
Dzień przed otrzymanymi na maila zdjęciami, umarła mi
babcia. Nie chce tego rozpamiętywać. Naprawdę.
- Hej, Len. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Boli cię
coś? Odezwij się!
- Nie mów tak do mnie! – wrzasnęłam
- Wybacz. Nie mogę ci tego teraz wyjaśnić, bo … -
odpowiedział ze skruchą w głosie
- A co tu do cholery jest do wyjaśniania?! Zostawiłeś mnie i
potraktowałeś, jak ... Do dzisiaj wstydzę się wychodzić na miasto!
Dobrze wiesz, że wszyscy wiedzieli o naszych planach …
- Przepraszam. Suzanne … - rzekł i twarz mu posmutniała
Przypomniały mi się wszystkie jego małe zmarszczki na czole.
- Zostaw mnie! Mogłeś mnie nie ratować. – mówiłam cała roztrzęsiona, ale każde słowo
raniło mnie i jego o wiele bardziej niż myślałam
- Lena, kochanie to emocje. Spuść trochę. Musimy porozmawiać o tym, co
się wydarzyło.
- Do cholery, nie mów tak do mnie!! Nie zamierzam z tobą już o niczym …
Zaczęłam płakać. Byłam tak zdesperowana. Babcia, zdjęcia,
rocznica śmierci ojca …
- Lena …
- Proszę, idź. – pojawiły się łzy, jak duże krople deszczu
- Nie mogę. Muszę się tobą zaopiekować. W końcu zachowałem
się niepoprawnie.
- Niepoprawnie?! Zejdź mi z oczu. Uwierz, możesz już iść.
Joseph jest ze mną.
- Przecież to gejas … - odrzekł z szerokim uśmiechem
- No i co z tego?! Jest o wiele lepszy od ciebie. Łysego, skończonego
dupka!
- Nie jestem łysy … - próbował rozluźnić sytuacje, ale ja
nie dawałam za wygraną
- Idź! Więcej mi się na oczy nie
pokazuj!
Miałam go już dosyć! Zaczęłam ostro przeklinać i czułam, że
to takie kiczowate, ale nie potrafiłam inaczej zareagować.
- To będzie trudne, bo razem studiujemy.
- Matthew … nie utrudniaj.
- Z Suzanne już nie mam nic wspólnego. Zerwaliśmy kontakty
po tym wszystkim, co się tutaj wydarzyło. To ona wstawiła te zdjęcia. Ja ..
nawet jej nie kochałem. Z kumplem pojechaliśmy na kilka dni, żeby się rozerwać.
- Przed ślubem? – mówiłam i łkałam
- Len, przepraszam. To miała być forma wieczoru
kawalerskiego, bo obiecałem sobie, że kilka dni przed naszym ślubem zajmę się
naszą podróżą poślubną i innymi niespodziankami dla ciebie.
- Skąd miała Twoje hasło? Skąd to wszystko … - nie
potrafiłam opanować łez
- Sama się domyśliła, bo jej opowiadaliśmy o ślubnych
planach i naszych związkach. Przecież hasłem było Twoje imię i rok, w którym
się poznaliśmy.
- Jakim prawem … Jak mogłeś?! Matthew … już za późno. Dobrze
o tym wiesz. – mówiąc to zrobiło mi się przykro, bo Matt dalej dla mnie wiele
znaczył
- Śnię ci się, prawda? Przytulam cię, całuje, obejmuje.
Czujesz się nieziemsko przy mnie i bezpiecznie.
- Skąd wiesz?! – krzyknęłam trochę skonsternowana
Nastała cisza. Byłam tak zdziwiona tym faktem. Czyżby czytał
w moich myślach? Właził mi do głowy, jak jakiś zasrany robal?
- Joseph powiedział, że krzyczałaś moje imię przez sen.
- Matthew to nie ma związku. To dla mnie ciężki okres.
- W porządku. Twój tata … rocznica śmierci, prawda? Ubierz
się i podrzucę cię na cmentarz.
- Pamiętałeś? Jeszcze? Przecież ja nic dla ciebie już nie
znaczę. Po co sobie zaśmiecasz takimi faktami swoją mózgownicę?
- Lena, jesteś dla mnie ważna. Wiem, że już nigdy nie będzie
tak, jak wcześniej. Chciałbym ci to wszystko wyjaśnić, ale nie mogę i nie
potrafię. Chodźmy już.
- Mam nadzieje, że przynajmniej postarasz się mi to
wyjaśnić. Chcę ci to wybaczyć. Nie jestem z tych, które swój gniew przetrzymują
latami. Wiesz … nie zapomnę nigdy naszych wspólnych chwil.
- Ok. Rozumiem. A myślisz, że mielibyśmy szanse później? –
powiedział ze smutkiem
No i co ja mam mu teraz powiedzieć?
- Raczej nie. A nawet jeśli to … - tak bardzo mnie to bolało
- Dobrze. Chodźmy.
- Matthew … nie przestałam cię kochać, naprawdę. To chyba
stąd te niewyjaśnione sny. – pomyślałam głośno
- Ja też o Tobie śnie, ale - jak mówiłaś - już za późno.
- Chyba tak.
Dlaczego nie powiedział mi tego od razu? Jego ojciec dzwonił
do mnie kilka razy. Nie odbierałam, bo znam jego tatuśka z opowiadań. Ma 40 lat
i jest najmłodszym ojcem studenta na całym uniwerku z naszego rocznika.
Zostawił Matthew i jego rodzeństwo, kiedy mój były skończył 18 lat. Matka natomiast
popadła w depresje i siedzi w psychiatryku od 2 lat. To dlatego tak dobrze z
Matthew się rozumiałam. Oboje mieliśmy ciężko. Wspieraliśmy się i nasza miłość
…
***
http://www.youtube.com/watch?v=6Ejga4kJUts
Byliśmy przy cmentarzu. Matthew zaparkował. Wysiadłam z
samochodu i zastanawiałam się, co ja z nim tutaj robię?
- To tutaj. Mam iść z Tobą? Nie chce się narzucać. W końcu
to rocznica …
- A mógłbyś ze mną pójść? Nie chce sama tam stać. –
grzecznie spytałam
- Masz rację. Tata nie chciałby widzieć cię samą i
nieszczęśliwą.
- Zgadza się. – odpowiedziałam i pomyślałam, że Matt dalej
się o mnie troszczy
- Uśmiechnij się. Jestem tutaj. Nic ci się nie stanie. Mimo
tego co się wydarzyło, nie pozwoliłbym by ktoś cię skrzywdził.
- Matthew .. – cicho rzekłam i ujęłam jego podbródek
- Wiem. Przepraszam. Nie rozmawiajmy już o tym. Jeszcze tyle
czasu przed nami.
Zdjęłam dłonie i przytuliłam się do niego. Znowu to poczułam
… To, co we śnie.
- Chodźmy. Nie chce, żebyś chodziła w ciemnościach po starym
cmentarzu.
Szliśmy przez kilka dłuższych odcinków drogi spoglądając na
nagrobki. Jest pełno nowych, bo w mieście ostatnio grasuje morderca. Między
innymi dlatego Matthew zapewniał mnie o tym, że nic mi się nie stanie. Nie ufam
mu. Tym mordercą może być nawet on. Ma kilka motywów. W duchu zaczęłam się
śmiać ze swojej głupoty.
Zastanawia mnie ta sprawa z mordercą. Zawsze atakuje w
miejscach publicznych, pozostawia kosmyk włosów na czole poszkodowanego, ofiary mają siniaki
na udach … Nie no! Bez przesady. Popadam w paranoję. To nie mój problem.
Chociaż proszą mnie o asystę podczas procesu przygotowawczego. To stąd te
przemyślenia.
- To grób Twojego ojca. Mama zamówiła msze za niego? – powiedział,
gdy byliśmy już na miejscu
- Nie. Chyba nie. Zawsze ja to robiłam, ale ostatnio .. –
odpowiedziałam zażenowana
- Rozumiem. Ojciec jest z ciebie dumny. Nie zależy mu na
twojej ofiarności. Wystarczy, że widzi najzdolniejszą i najpiękniejszą kobietę
przed sobą.
- Dzięki. O kurczę! Zapomniałam. Kupisz kwiaty i duży znicz?
– spytałam, bo sama nie miałam ochoty stąd się ruszać
- Jasne. Poczekaj chwilę. Tu za rogiem jest kwiaciarnia
znajomej mojej mamy.
- W porządku. – odrzekłam z szerokim uśmiechem
Nie wiem dlaczego w śnie krzyczałam imię Matthew. Ten
mężczyzna, który ze mną był, chyba nie był nim. To zastanawiające. Chociaż ..
sny są same w sobie dziwne. Nie ma czym się zamartwiać.
- Jestem. Udało mi się w ostatniej chwili kupić chryzantemy
i róże, bo właścicielka już zamykała.
- Szybko załatwiłeś sprawę. Dzięki wielkie.
- Starałem się. Zapalę znicz, co? Takie ciemności już są, że
nic nie widać. Tylko się poparzysz.
- Dzięki. Oddam ci kasę, jak wrócimy do mojego domu, ok?
- Nie ma za co. Kasą się nie przejmuj. Odwdzięczysz się
kiedyś dobrą kawą albo coś. –
odpowiedział i przytulił do siebie
Tato!
Nawet nie wiesz, jak za tobą tęsknie. Myślę, że ty myślisz, tak jak i
ja, że Matthew nie jest tym mordercą i znasz odpowiedź na wiele pytań. Położyłabym
się tam obok ciebie, chociaż panicznie boję się trumien. Mama była dziś u ciebie,
prawda? Widzę, że umyła grób. To miło z jej strony. Jest strasznie chora.
Staram się jej pomagać, jak mogę, ale znasz ją. Uparciuch. Wszystko chce sama
robić. Brakuje nam ciebie. Wiesz ile u mnie się dzieje? Ślub nie wypalił. Choć
z pewnością o tym już wiesz. Nie jestem pewna czy Matthew mówi prawdę. Miejmy
nadzieje, że tak jest. Jeśli nie, to skopię mu tyłek i wyślę do piekła. Znasz
dobrze temperamencik córki z domu, co? Oj tatuś! Wróć do mnie.
Bardzo cię potrzebujemy.
Babcię wczoraj odwiedziłam na sąsiednim cmentarzu. Umarła. Tak. Teraz
jesteśmy z mamą same. Rodzina się na nas wyparła, bo uważają, że źle się babką
zajmowałyśmy. Ty wiesz, jak było. Nocki zarywałyśmy, żeby nad nią czuwać. Mama
się tak poświęcała dla niej, a teraz tak jej się odwdzięczają. No, ale sam
mówiłeś, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu, co nie?
Wracam z Matthew do domu. Muszę mu podziękować jakoś. Wiesz jakie to
ciężkie? Może minie ten ból. Przynajmniej mam nadzieję. Nie jestem pewna czy go
kocham jeszcze. Z pewnością boję się zaryzykować.
Żegnaj! Przyjadę za tydzień.
- Idziemy? - spytałam
- Pożegnałaś się?
- Tak. – chwyciłam go za rękę
- To wracajmy, bo się ściemnia.
Nagle kolana mi się ugięły i poczułam, że ktoś uderza mnie
czymś ciężkim między łopatkami. Zrobiło mi się przed oczyma ciemno. Upadłam na ziemie.
Powoli mój oddech zwalniał, aż zupełnie straciłam świadomość.
„Matthew! Matthew!” – zawołałam
łapiąc ostatni oddech.
środa, 7 sierpnia 2013
Rozdział I. Nazywam się Lena.
Oto pierwszy rozdział. Dedykuję go wszystkim moim znajomym. Ostrzegam i jednocześnie przepraszam za wszystkie przekleństwa pojawiające się w tym rozdziale. :)
***
- Lena, wstawaj! Spóźnisz się na autobus! Masz wykłady
dzisiaj z prawa cywilnego. Musisz zdążyć! Chyba, że nie zależy ci na zaliczeniu
semestru?
- Mamo, daj chwilę! Proszę! Jestem w rozsypce jeszcze.
Zrobisz mi kawę i kanapkę na drogę?
- Jasne. Pośpiesz się. Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz w
końcu się pozbierać.
Tak. Mama wiedziała, że nie czuję się najlepiej i może nie
jestem gotowa na wyjście do ludzi. Boję się spotkania ze znajomymi. Nie
wiadomo, co po tak długim czasie Matthew …. Szkoda czasu na rozgrzebywanie
przeszłości. Dzisiaj jest rocznica śmierci mojego ojca, więc powinnam ruszyć
swój tyłek i coś zrobić.
***
Widać już uniwersytet. Zmierzę się w końcu z rzeczywistością po
kilku tygodniach nieobecności. Jakie to chore i idiotyczne. Nie mam już nawet
przyjaciół.
NIE! Już widzę go z prawej strony placyku. Matthew stoi, jak
gdyby nigdy nic. Jak się zachować? Lepiej wezmę z torebki rękawiczki i szalik,
bo chłodno. Jest zima. Tak, jak w moim śnie. Sen?! Znowu to samo... wciąż to samo.
Za 2 tygodnie mam
egzaminy. Muszę się skupić na nauce. W końcu chciałam być prawnikiem... ale czy nadal chcę? Wychodzę z samochodu, zamykam drzwi kluczykami i idę wzdłuż placyku. Mam minę neutralną. Byleby nie
zauważyli, że wróciłam. A jednak! Widzą. Patrzą się. Zaczynam biec. Biegnę,
biegnę ….
- Uważaj jak chodzisz! – krzyknął oburzony student, na
którego właśnie wpadłam
- Przepraszam. Nie chciałam, naprawdę. Jest mi strasznie głupio.
Odkupię ci tę kawę, co?
- Nie. Myślę, że nie trzeba. Nowa? – rzekł i uniósł prawy
kącik ust w górę
- Nie do końca. Po długiej przerwie. – odpowiedziałam
neutralnie
- Jakie studia?
- Prawo. A ty?
- Joseph Degas. Prawo.
- Miło mi. Lena Evans. – odrzekłam lekko za0wstydzona i
skonsternowana
- No, więc to mamy już za sobą. Miło mi również. –
powiedział z szerokim bananem na ustach
- Eee … spieszę się, więc wybaczy mi Pan?
- Przecież zajęcia odbywają się dopiero za 30 minut. Może
poszlibyśmy do kawiarni? Tu za rogiem jest świetna. Mogłabyś się w ten sposób
zrekompensować za kawę.
- W porządku. – odpowiedziałam bez przekonania
- To chodźmy.
Co za typek. Wolałabym, żeby mnie dzisiaj nie widzieli. Po tym wszystkim .... Tylko ile można się ukrywać? Wiem, że nigdy mi nie
będzie łatwo nawiązać kontaktów. Muszę się z tym zmierzyć kiedyś, ale może nie
teraz? Zaczynam panikować.
- Nie widziałem cię wcześniej. Jesteś na drugim roku,
prawda? Ja na trzecim, ale chodzę na zajęcia z drugiego, bo niektóre sprawy
mnie interesują bardziej. W tym roku jest więcej nowych profesorów, więc trzeba
korzystać.
- Tak, na drugim. To prawda. Wiele się pozmieniało. –
powiedziałam niechętnie
- Jesteś małomówna. Coś się stało? Jesteś zła, że cię
wyciągnąłem? Nie martw się. Jestem gejem. Nie żadnym zboczeńcem.
W tym momencie poczułam się dość zaskoczona. Jaki facet
takie rzeczy mówi wprost? Chyba go polubię. Jest idealnym przyjacielem dla
desperatki po przejściach.
- Cóż … Nie jestem zła. Miło, że nie jesteś kolejnym
natrętnym … - starałam się być miła
- Nie jestem. Zależy mi na przyjaźni. Okłamałem cię z
początku. Znam cię bardzo dobrze. Do niedawna byłem przyjacielem Matthew. Stąd
cię znam.
- O Matko! Nie … proszę. Nawet nie mów, że … -
odpowiedziałam z oburzeniem
- Nie! Już się nie przyjaźnimy! Za to ja zostałem sam i ty
także, więc pomyślałem, że moglibyśmy spędzić trochę czasu wspólnie. Wiem, że
jest ci ciężko. Matthew to był kawał skurczybyla! Rok młodszy ode mnie, a taki
wyszczekany. Uśmiechnij się, proszę.
- Ja … ja … nie wiem, co powiedzieć.
- Nic nie mów. Uśmiechnij się. – rzekł obejmując moje
ramiona i przyciągając do siebie
Weszliśmy do kawiarni. Było w niej ciepło, miło. Miała dwa
poziomy. Czyste szyby i widok na zimowy park to coś niezwykłego. Stoły z
mocnego, ciemnego drewna. Śliczne obrazy i niezwykłe lampy. Wszystko utrzymane
raczej w ciemnej kolorystyce, ale czułam się tam, jak w niebie. Barmanka stała
w niebieskiej sukience i czyściła filiżanki. Niesamowita była tak kawiarnia, która okazała
się być po części barem. Mimo wszystko jej urok nie zaćmił napis „bar” na
środku lady.
- W porządku. Więc znasz
Matthew ... co oznacza, że trudno będzie mi zaufać Tobie. Mam nadzieję, że mówisz prawdę. Ostatnio przeżywam
koszmar, dobrze wiesz. Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, więc nie zepsuj mi go, ok?
- Jasne. Cappuccino?
- Poproszę.
- Dwa razy cappuccino. – powiedział do barmanki zza lady,
która szybkim i zwinnym ruchem zabrała się za przygotowywanie kawy
Jest dziwnie. Nawet bardzo. Obawiam się, że Joseph mnie
oszukuje.
- Usiądź. Ja wezmę saszetki z cukrem. Słodzisz?
- Nie. Cukier jest niezdrowy. Chociaż faceci używają go zbyt
wiele, a na niezdrowych nie wyglądają. - roześmialiśmy się oboje
- W porządku. Poczekaj chwilę.
Najchętniej objęłabym go i wypłakałabym mu się na ramieniu.
Nie mam żadnych przyjaciół. Jest gejem - o tyle czuję się bezpiecznie. No, ale
może to kłamstwo? Warto sprawdzić.
- Miałabyś ochotę do mnie jutro przyjść na kolację? - spytał, trzymając w ręku cukier
- Wiesz … nie wiem, jak moja mama …
- Rozumiem. Po prostu matka przyjeżdża z Francji i szykujemy
z tatą, i bratem kolację powitalną. Już dawno ze sobą nie są, ale mama
przyjeżdża na kontrolę. Potrzebowalibyśmy damskiej dłoni do pomocy i ogarnięcia
kulinarnej strony wieczoru. Pomogłabyś? Przepraszam, że z takim czymś ci tu ... ale nie mamy nikogo, kto by nam pomógł.
- Nie no, ok. Jasne, że pomogę. Dam ci znać dzisiaj
wieczorem.
- To moja wizytówka. Możesz zadzwonić.
- Dobrze. – odpowiedziałam z nutką niepewności
- Kolację planujemy na 18:00.
- Zobaczę, co da się zdziałać. Na razie niczego nie
obiecuję.
Nastała kilkuminutowa cisza. Czułam się świetnie. Kawa
rozgrzała mnie i do tego mogłam zachwycać się urokami widoków za szybą.
Barmanka podśpiewywała piosenkę The Cookies, która leciała z radia. Zespół
dopiero, co odkryty przeze mnie, a osiągnął już taką sławę.
- Wielkie dzięki, Lena. Poznałabyś może nawet mojego brata! Nie jest
największym ciachem, ale może ..
- Wybacz. Nie mam ochoty na żadne związki.
- Spoko. Matthew zachował się okropnie i żałuje,
że miałem z nim coś wspólnego.
- Idziemy już na uniwerek? Nie chce o nim gadać, a tym
bardziej o tej relacji z nim.
Popatrzyliśmy na siebie. Było mi głupio. No, ale co miałam
mu powiedzieć? Właśnie skończyłam kawę i zamierzałam, jak najszybciej się
ulotnić. Nie miałam czym się zająć, a miętolenie w rękach serwetek jest debilne.
W ogóle co ja z nim tu robiłam? Wcale
się nie znamy, a chce mu już w domu pomagać. Jestem nienormalna!! Och …
wiem … doskwiera mi potrzeba przebywania z drugim człowiekiem.
- W gorącej wodzie
kąpana, zgadłem?
- Można tak powiedzieć. Lubię być punktualna.
- No to super! Gej z perfekcyjną 20-latką.
- Masz siłę żartować? Podziwiam. Znając Matthew nieźle
musiał ci dokopać. – znowu zaczęłam głupia temat
- Nie do końca zgadłaś. Ja postanowiłem z nim zerwać
wszelkie kontakty po tym, co ci zrobił.
- Mhm … książę na białym rumaku? – odrzekłam lekko zalotnie,
chociaż wiedziałam, że jest gejem i chyba dlatego to zrobiłam
- Blisko, blisko. Przecież widzę, co się z tobą dzieje.
Miałem nadzieję złapać cię na jakimś komunikatorze czy coś, ale zaszyłaś się w
swoim mieszkanku.
- Myślisz, że warto byłoby wyjść do ludzi od razu? Pokazać
się jako mała cierpiętnica i być wyśmiewana za każdym rogiem ulicy?
- Myślę, że mogłaś się do kogoś odezwać.
- Akurat. Według ciebie to łatwe? Wiesz ilu straciłam znajomych?
– odpowiedziałam dość niegrzecznie
- Wiem, jestem okropny. Po prostu było mi ciebie żal, bo
Matthew już od pewnego czasu zachowywał się dziwnie. Wręcz nie do zniesienia.
Nie wiedziałem, że u ciebie aż tak źle.
- Da się przyzwyczaić. Wszyscy mają cię w dupie. Tracisz znajomych
w ciągu sekundy, a tu nagle w pierwszy dzień powrotu na uniwerek z prezentu
wyskakuje gej, który proponuje przyjaźń. Moje życie jest szalone.
- Przepraszam. Nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Po
prostu jest mi przykro. On był moim przyjacielem, a jak już wspomniałem
zachował się, jak zwykły ...
- Dobra, nie roztrząsajmy tego. Wracajmy. - przerwałam mu
- W porządku. – rzekł lekko zasmucony
Subskrybuj:
Posty (Atom)
