piątek, 11 października 2013

Konkurs u Tris!

Mam dla Was przerywnik od czytania mojej historii.
KONKURS!


Zapraszam w imieniu Tris! :)
http://miastomgly.blogspot.com/2013/10/konkurs-szukajac-alaski.html



Kolejny rozdział mojego opowiadania pod koniec października.

środa, 2 października 2013

Rozdział IV. Szpital i omdlenie.

http://www.youtube.com/watch?v=I9QGpHScGug (idealny teledysk)

- Hej. Jak się czujesz? – powiedział czule Matthew
- Chyba … w porządku. – przeciągałam się i nagle coś szczęknęło w plecach
- Ej, wszystko ok? Zawołać kogoś? Może pielęgniarkę. – już zamierzał wstać, ale chwyciłam go za rękę
- Spokojnie. Starość nie radość.
- Och, Lena. Brakowało mi Ciebie. Twojego uśmiechu. Wiem, jestem dupkiem.
- Nie mówmy o tym, proszę. To nieodpowiednia chwila. Jestem słaba i nie mam siły wrzeszczeć. – zażartowałam
- Gdybym mógł cofnąć czas to … - przerwałam mu i ścisnęłam jego dłoń
- Ale nie da się go cofnąć. Przykro mi, ale nie da się.
Spochmurniał. To nie jest dobry moment na poważne rozmowy. Oboje czujemy się beznadziejnie, a on poobijany siedział przy mnie całą noc. Jest mi go żal. Wiem, że nie powinnam mu wybaczać. Po prostu czuję się taka bezsilna i potrzebuje kogoś.

- Matt? Mogę Cię o coś prosić? – ocknął się nagle
- Jasne. Co mam zrobić? – spytał z uśmiechem, ale wiedziałam, że jest smutny
- Mógłbyś zadzwonić do mamy? Chcę, żeby wiedziała, że tu leżę. Jeśli będzie mogła to niech mnie odwiedzi. Muszę z nią porozmawiać.
- Dobrze. Już idę. – wstał i nagle zakręciło chyba mu się w głowie, bo upadł

„PIELĘGNIARKA, PIELĘGNIARKA! POMOCY!” – wrzeszczałam
W końcu przybiegła kobieta w białym fartuchu i kiedy zobaczyła, co się wydarzyło szybko zawołała: „Nosze, nosze! Szybko!”. Lekarze w mgnieniu oka się pojawili. Widziałam znikające ciało Matthew za drzwiami mojej sali. Rozpłakałam się. Żałowałam, że z nim nie porozmawiałam o tym wszystkim. O tym, że go potrzebuje. Że nie potrafię żyć bez niego.

Minęło sporo czasu zanim się uspokoiłam i wzięło mnie na wspomnienia. O rodzicach, dzieciństwie i przyjaciółkach, które właśnie teraz potrzebuję.
Bardzo brakuje mi ojca. Mama jest dla mnie bardzo ważna, ale męska pomoc w moim życiu jest mi potrzebna. Po prostu go potrzebuje. Kocham moich rodziców. Nawet żyjąc ze świadomością, że ojca nie ma. Bardzo ich kocham. Nikt nigdy nie miał i nie będzie miał lepszych rodziców.

Zaczęłam rozpamiętywać czasy licealne, kiedy ojciec jeszcze żył.
Zawsze był ze mną. Nigdy przeciwko mnie. Wiadomo, że zdarzały się sytuacje, które były mało przyjemne, ale trzeba przyznać, że to głównie moja lekkomyślność. Tata się ze mnie nabijał, że jestem lekkoduchem i mogłabym zostać artystką. Zawsze miałam z tego ubaw po pachy. Ale szczerze? Nie nadaję się na artystkę. Coś tam brzdąkam na gitarze i trochę rysuje. Nie są to jednak dzieła na skalę artysty. Lubię się chwalić swoim rysunkami, bo sprawia mi to przyjemność – jak każdemu. Mój tata często to robił. Wchodził nieproszony do pokoju i oglądał moje „dziełka”, które porozwieszałam po całym pokoju. Komentował, a ja się z tego niezmiernie cieszyłam, jak dziecko. Z czasem stwierdziłam, że kocham patrzeć na te rysunki. Przypominają mi ojca. Wtedy wiem, że moje życie ma sens. Zawsze rysuje spontanicznie. Co do gitary … stoi zawsze naprzeciw wejścia, żebym mogła ją podziwiać. Po raz pierwszy w rękach miałam ją w wieku 4 lat. Tata nauczył mnie pierwszych chwytów. Niesamowite doświadczenie. Z czasem przestałam się nią interesować i pozostawiłam na strychu. Od dwóch lat jestem nią oczarowana. Uczę się nadal, bo to żywioł ciężki do poskromienia. Kiedy mam dosyć świata zewnętrznego zamykam się w swoim. Oczywiście z gitarą i potrafię tak przesiedzieć więcej niż 3 godziny. To piękne, że ktoś wymyślił coś takiego, jak muzyka.

Kiedy ojciec umarł miałam na szczęście niezwykłe trzy przyjaciółki: Muriel, Oriane i Carmen. Były niesamowite. A czemu były? Rozeszły nam się drogi, ale dobrze je wspominam. Muriel to była szalona. Miała czarne, długie loki i zielone oczy. Wszyscy faceci się za nią oglądali. Uwielbiała lakiery do paznokci i wszystko, co związane z kosmetyką. Miała brata bliźniaka, którym był Matt. Było zabawnie, kiedy przychodziłam do jej domu, a on obejmował mnie przy całej swojej rodzinie. Oriana natomiast to była skromna, ładna dziewczyna. Była brunetką z włosami do ramion. Potem ścięła je i przefarbowała. Była jedną z najszczuplejszych osób w naszej licealnej klasie. Po szkole zajmowała się pracą w schronisku dla zwierząt i tam zamierzała w przyszłości pracować. Ciekawe czy się jej udało … Trzecia to Carmen. Zupełna krejzolka. Była blondynką, ale taką, która zupełnie odstaje od stereotypowej blondi. Osoba niezwykle utalentowana muzycznie. Śpiewała, grała na wielu instrumentach. Zawsze jej tego zazdrościłam. No, ale nie ukrywajmy, że miała dużo kasy, więc mogła pozwolić sobie na różne wyjazdy i „trasy koncertowe”. Tak, „trasy koncertowe”. Nie były to jakieś wielkie rzeczy, ale zawsze jakieś. W pierwszej klasie liceum założyła zespół. Trochę od nas się oddalała i coraz rzadziej ją widywałam. Później wypisała się z naszej szkoły i chodziła do jakiejś muzycznej.

Były niezwykłe mimo swoich wad. Tyle czasu ze sobą byłyśmy, że nie dziwie się, że tak to się skończyło.
Moje przemyślenia przerwał krzyk mamy: „Gdzie ona jest? Do cholery! Gdzie?”

Nigdy nie słyszałam jej, jak przeklina. To coś nowego. Po chwili już znalazła się przy moim łóżku i obcałowywała mnie. Przyniosła zupę i ugotowanego kurczaka z moją ulubioną sałatką. Właśnie za to ją kocham. Wie, czego mi potrzeba. Z zawiniętej reklamówki wyjęła książkę, która leżała na moim stoliku nocnym. Nie dokończyłam jej jeszcze. Było w niej za dużo miłości, a wtedy przeżywałam ciężkie chwile.
- Masz, słoneczko. Teraz będziesz mogła dokończyć, kiedy między Tobą, a Matthew wszystko się układa.

No i to właśnie były momenty, gdy miałam swojej mamy dosyć.

- Mamo … ja do niego nie wróciłam.
- Jak to? Przecież … rozmawiałam z nim. Mówił, że … - przerwałam jej, obejmując jej dłoń
-  Z Mattem wszystko ok?
- Tak, wszystko w porządku. Lekarze mówili, że zasłabł, ale to ze względu na to, że nie przespał nocy.

No jasne. Czuwał tu nade mną. „Dupek jeden, a teraz chce mi umrzeć” – pomyślałam i zaśmiałam się.
- Z czego się śmiejesz? – spytał Matthew, który pojawił się w progu sali
- O to Ty! Już dobrze? Co mówią lekarze?
- Chyba mama już Ci wyjaśniła. – odpowiedział chłodno

Zerknęłam na niego i zauważyłam, że oczy miał czerwone od płaczu.
- Tak, wyjaśniła. – odpowiedziałam pogodnie i z lekkim uśmiechem

Wiedziałam. Zaatakowałam go, głupia. Wiem, że on też źle to znosi, ale to nie ja się przespałam z jakąś nieznajomą.  Pewnie słyszał „(...) ja do niego nie wróciłam”.

- To ja pójdę, a wy porozmawiajcie. W końcu po to zwołałem Twoją mamę do Ciebie.
- Matt, czekaj! Zostań z nami.

Matt nie miał rodziców. Nie miał go kto odwiedzić i pocieszyć.
- Lena … to nie ma sensu. Idę do siebie. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała zadzwoń. Mama miała przynieść Ci telefon. – odpowiedział
- A no tak! Masz, kochanie. – mama się ocknęła i podała mi telefon z jej torebki
- Dziękuję. To dobrze, że będę mogła się komunikować z innymi. Zgłupieje tu sama. – zażartowałam, chcąc rozluźnić atmosferę

W rzeczywistości nie miałam z kim rozmawiać. Tylko Matthew i mama wypełniali pustkę.
- No tak. Teraz jesteś sama to telefon się przyda. – powiedział Matt i wyszedł z sali

Mama zerknęła na mnie, ale się nie odezwała. Nie chce wybuchnąć płaczem przed nią. Sama źle znosi wszystko, co się dzieje. Nie ma męża i sama teraz ciężko choruje. Ja tylko jej ciąże. Obiecuje sobie w duchu, że kiedy wyzdrowieje i skończę studia, wyjadę. Dam jej spokój. Niech odpocznie. Cały czas się mną zajmowała. Jestem już dużą dziewczynką. Przywiozę jej pieniądze i pomogę w chorobie.
- To może ja rozpakuje ci jedzenie, co? W szpitalu nie dają dobrych posiłków.
- Zgadłaś. Są ohydne. Chętnie coś zjem. – powiedziałam z uśmiechem, ale w rzeczywistości na nic nie miałam ochoty

Czekałam kilka minut, kiedy w drzwiach ukazała się mama z niedawno poznanym przeze  mnie osobnikiem. Był ubrany w ciemne jeansy, fioletowy T-shirt opięty na klacie. Naprawdę atrakcyjny z niego facet.
- Och, Joseph … - westchnęłam
- Cóż … miłe powitanie. – odpowiedział z ironią, ale niezłośliwie
- Lena, zachowuj się! Ten młodzieniec chciał cię odwiedzić! – mama spiorunowała mnie wzrokiem
- Dobrze, dobrze. Siadaj wygodnie. Mamo zjem później, w porządku? – spytałam
- Jasne. To ja zaparzę herbaty czy coś. Sama się zmachałam. Muszę latać po piętrach, żeby znaleźć stołówkę, toaletę …
- Mamo! – przerwałam jej
- Już dobrze. Idę. Wrócę za jakieś 30 minut. – odpowiedziała z uśmiechem

Wyszła z sali. Podejrzewam, że doszła do wniosku, że Joseph to mój chłopak. Że niby dlatego Matt był taki wściekły. Wyczytałam to z jej oczu. Jest taka łatwa do rozgryzienia. 

Joseph stanął nad moim łóżkiem i uniósł moją dłoń w stronę swoich ust. Nie pocałował, ale musnął po niej swoim delikatnym zarostem. Czułam się, jakbym w końcu znalazła się tam, gdzie powinnam. Pełna rozmyślań ocknęłam się, kiedy usiadł obok mojego uda.
- Witaj, myszko! Jak się czujesz? – spytał Joseph
- Proszę Cię … nawet tak do mnie nie mów. – odpowiedziałam chłodno
- Widzę, że panna nie w sosie. Chyba trafiłem na złą porę. Jak to nazywają? Sprzeczka zakochanych. Dobrze mniemam?
- Joseph … nie rób sobie jaj, proszę. Trafiłeś na złą porę. Parę chwil temu w tych drzwiach stał Matthew. Był smutny i chyba płakał. Mimo wszystko nabrał siły, by potraktować mnie, jak powietrze.
- Ale że jak? Wyjaśnij mi to, bo … W ogóle co wy tu oboje robicie? Jak to się stało?

Wyjaśniłam Josephowi całą zaistniałą sytuacje. Opowiedziałam o cmentarzu, o mojej rozmowie z Mattem przed jego zasłabnięciem, o tym kiedy zasłabnął i co później się wydarzyło.
Słuchał tego z wytrzeszczonymi oczyma i ustami ukształtowanymi w dużą literę „O”. Wiedziałam, że nie mogę mu o wszystkim powiedzieć. O tym, że kocham Matta, a zachowuje się wobec niego koszmarnie. O tym, że chciałabym znów utonąć w jego ramionach.

- To straszne, Lena! Jak?! Nie rozumiem tego. A jak Matt? Już z nim wszystko ok?
- No, jak Ci mówiłam nabrał sił i potraktował  mnie w tych drzwiach, jak powietrze. – wskazałam na ohydnie zielono-żółte wejście do sali
- Pójdę do niego potem. Teraz posiedzę z tobą. Czuję, że jesteś tu bardzo samotna. No wiesz … mimo tych wszystkich opiekuńczych zachowań ze strony twojej matki.
- O kurczę! Zapomniałam o tobie, twojej rodzinie, matce … Przepraszam.
- Och, Lena … - roześmiał się – jak miałabyś nam pomóc prawie niepełnosprawna?

Co racja, to racja. Leżałam tu uwięziona. Miałam chyba złamaną nogę czy coś. Trochę poobijana byłam na żebrach. Brzuch miałam obwiązany bandażem, który już bardzo przesiąkł krwią. Koszmarny widok. No i głowa mi pękała.

- Ale i tak przepraszam. Nie miałam się, jak do ciebie odezwać. Nie posiadałam przy sobie komórki. – każda wymówka jest dobra
- Lena, nic się nie stało. Naprawdę. Poradziliśmy sobie. Mama nawet godziny z nami nie posiedziała. Ulotniła się pod pretekstem, że miała podskoczyć do przyjaciółki oddać pożyczone książki.
- Skąd wiesz, że to nie prawda? – spytałam
- Lena, Lena … jakby ci to powiedzieć? Znam swoją matkę. Pewnie poszła się uchlać. Udaje taką perfekcyjną, ale w rzeczywistości to żałosny obraz kobiety.

Joseph chyba jeszcze nie ochłonął po kolacji z własną mamą. Nie powinnam rozgrzebywać tematu.
- Co jest? Masz wyraz twarzy taki nieobecny. Chyba Matthew naprawdę Cię uraził.
- Cóż … nie wiem czy mnie uraził, czy nie. Jedno wiem na pewno! Nie znosi mnie i nie chce, żebym zawracała mu dupę.
- Ach bzdury, Lena! – usłyszałam głos wydobywający się z wejścia

Wrócił. Wrócił! Już lepiej się czuje. Widać to po nim. Oczy ma zaczerwienione, ale przeszła mu faza emocjonalna.

- Matt? Matt! Jak dobrze, że wróciłeś! – wykrzyczałam
- Ej, leż spokojnie. Chyba chcesz stąd wyjść, jak najszybciej, co nie?

Pomyślałam, że zasadniczo jeśli miałabym spędzić tu wieczność - ale przy nim - to bym została.

- Cześć, stary! Jak się czujesz? – spytał Joseph
- Dobrze. Nic mi już nie dolega. Wypisują mnie jutro. Jeszcze poleżę tu jedną noc i mogę iść w siną dal.
- Przyjadę po Was. Tata zostawił mi kluczyki. Będę mógł pewnie skorzystać z jego ofiarności. – powiedział Jo
- Ja pewnie będę musiała tu zostać, ale przyjedź po Matta. Chcę być pewna, że wróci bezpiecznie.
- Lena, jeśli ty tu zostaniesz to …
- Matt. Odpocznij sobie, proszę. Ostatnio przesiedziałeś ze mną całą noc i potem zasłabłeś. Nie chce, żeby przydarzyło Ci się to w domu. – przerwałam mu w połowie zdania
- Lena, ale ja nie muszę odpoczywać. Ze mną jest ok. Tylko ty tak licho wyglądasz.

Nie wiedziałam czy odebrać to za oblegę, czy nie. Było mi to zasadniczo wszystko jedno. Cieszyłam się, że Matt się dobrze czuje.
- Byli już policjanci u was? – spytał Joseph
- U mnie jeszcze nie. – odpowiedziałam
- U mnie też nie. – westchnął Matt, jakby uważał to za mało istotne

Nagle coś ścisnęło mnie w sercu. Zwinęłam się w kulkę i przyciągnęłam ręce, jak najbliżej klatki piersiowej. Usłyszałam tylko krzyki Matta: „Lena! Lena!” i uspokajającego go Jo. Lekarze wbiegli do sali i ich widok był ostatnią rzeczą, którą pamiętam tego feralnego popołudnia.
                                                                ***
Podobało się? Proszę o komentarze. :)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział III. Szpital i pierwsze wspomnienia.

http://www.youtube.com/watch?v=1lyu1KKwC74

Otworzyłam powieki. Odczułam ciepło na twarzy w odróżnieniu od reszty ciała. Pojęłam dopiero po kilku dłuższych chwilach, że prawdopodobnie jestem w szpitalu. Coś sączyło się z worka nad moją głową. Światło mnie raziło i czułam się, jakby ktoś przywiązał mnie z całej siły do łóżka. Miałam problem z zaczerpnięciem powietrza. W sali byłam tylko ja, a tak przynajmniej mi się wydawało. Naszło mnie teraz wiele niewyjaśnionych myśli z wczorajszego wieczora. Pamiętam, że byłam na cmentarzu. Towarzyszył mi mój były. Tylko co było dalej?! Czemu tu wylądowałam?! Zaczęłam panikować i łzy płynęły. Bałam się, że za chwilę wpadnę w depresję, która już zupełnie mnie rozklei. Kurczę .. a gdzie jest Matthew? Nie ma go tu, czyli co?

- Lena? Śpisz?
Tak to był jego głos. To znaczy, że sama w sali nie jestem. On żyje. Jestem taka szczęśliwa. Natychmiast odwróciłam się w jego stronę.

- Nie, nie śpię. Cieszę się, że tu jesteś. Wszystko w porządku, Matthew? Co Ci się stało w rękę? Co z Twoją twarzą?
- A to ... to nic. Lekkie zadraśnięcia, a ręka trochę się stłukła. – powiedział z uśmiechem
Wiedziałam, że jest coś nie tak. On zawsze był taki. Nigdy nie chciał żebym się martwiła.
Zachowuję się okropnie. Zdradził mnie, a ja? Najchętniej przytuliłabym się do niego, jak za dawnych czasów. Obiecałam, że mu wybaczę, ale chyba nie potrafię.  
Pamiętam, jak pierwszy raz się spotkaliśmy, jakby to było wczoraj. Wszystkie myśli, wszystko pamiętam.

Był słoneczny, ciepły poranek. Połowa drugiego semestru drugiej klasy licealnej. Wszystko wokół było tak magicznie piękne. Pójście do szkoły to zły pomysł. Zmarnować tak piękny dzień? Niewybaczalne. Zabrałam się za przygotowanie śniadania. Tata jeszcze spał, a mama szykowała ubrania do pracy.
Zjadłam kanapkę i wypiłam dużą kawę. Rodzina mówi, że nie powinnam jej pić, ale już trochę się uzależniłam. Jeśli coś sprawia mi przyjemność to sobie tego nie będę odmawiać. Długo na tym świecie nie pożyję.
Niechętnie wkładam drugie śniadanie do plecaka wraz z książkami i piórnikiem. Nienawidzę szkoły. Odbiera mi chęć do życia. Czasami czuję taką bezsensowność chodzenia do niej.
Mama Carmen już czekała przed furtką na mnie. Zawsze mnie „zbierają” do szkoły i zawożą samochodem. Jestem im za to wdzięczna, bo rano nie mam siły nigdzie iść. Nawet do toalety, ale z wiadomych przyczyn muszę to robić.

- Hejka, Carmen! Dzień dobry, proszę pani!
- Hej, Lena! Chodź szybko, bo nie zdążymy! Za późno wyjechałyśmy!
- Dzień dobry, dzień dobry! Jak poranek? – spytała mama Carmen, kiedy wsiadałam do samochodu
- A wszystko w porządku. Trochę ciężko było się pozbierać, ale jakoś dałam radę.
- A jak mama? – Carmen milczała, ale jej mama brnęła dalej
- Chyba dobrze. Minęłam ją w toalecie, więc nie rozmawiałyśmy długo.
- Rozumiem. A ojciec? Znowu był na wieczornej zmianie?
- Tak, wrócił o 4:00. Słyszałam, jak puścił wodę w prysznicu.
- Pozdrów ich. Dawno już się nie widzieliśmy.

Nastała cisza. Czułam się przytłoczona myślami o swojej rodzinie. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym aż tak głęboko. Tyle im zawdzięczam, a nigdy nie podziękowałam.
Zza zakrętu widać było już duży budynek na zewnątrz w stylu rokoko, a w środku zwyczajnie – jak w szkole. Można powiedzieć, że wręcz nowocześnie, za co nienawidziłam projektantów. Przed budowlą mieścił się placyk z małym „rondkiem” zieleni. W środku stała duża fontanna. Śliczna i niezwykła. Zawsze przy niej przesiadywałam czekając na zajęcia pozalekcyjne. Mogłam czytać, słuchając „spadającego wodospadu”. Coś niesamowitego.

- Carmen przyjdź dzisiaj punktualnie! Ciocia przyjeżdża z Arthurem i  Jamesem! A Tobie Lena życzę udanego dnia i nie zapomnij pozdrowić rodziców. – powiedziała mama mojej przyjaciółki, kiedy wychodziłyśmy z samochodu
- W porządku, pozdrowię. Dziękuję i pani także życzę udanego dnia. – odpowiedziałam
- Mamo postaram się być punktualnie, ale nie odpowiadam za kierowcę, który ciągnie się i ma na liczniku 20 km/h. – powiedziała Carmen z ironią

Wolałam się ulotnić i nie być biernym uczestnikiem rozgrzewającej się kłótni między córką, a matką. Pożegnałam się i powiedziałam przyjaciółce, że poczekam na nią przy fontannie. Od dłuższego czasu było coś między nimi nie tak. Carmen mówiła, że ma jej dosyć i chyba ucieknie.
Mimo wszystko kłótnia tak mocno się rozpętała, że wszyscy na placyku ją słyszeli.

- Carmen! Nie pyskuj! Postaraj się być, bo inaczej …
- Bo co? Mamo przecież wiesz, że James … - przerwała Carmen swojej mamie
- James, James, James … Wiem, że Ci się nadal podoba! Zerwaliście, ale co mnie to obchodzi?! Masz być i koniec! Ciocia i Twój kuzyn Arthur będą źli! – krzyczała „na cały regulator”

http://www.youtube.com/watch?v=hN5X4kGhAtU
Carmen ze łzami w oczach pobiegła w stronę wejściowych drzwi szkoły. Po drodze upuściła kilka zeszytów, które pospiesznie zebrałam. Biegłam za nią.
- Carmen czekaj! Zatrzymaj się! Carmen! Do cholery!! – wrzeszczałam
- Zostaw mnie! Chce być sama! Nie masz takiej matki to mogłabyś sobie odpuścić i nie litować się nad „biedną i pokrzywdzoną” – odpowiedziała ironicznie, ale ze wściekłością

Zatrzymałam się, bo wiedziałam, że dalsza „pogoń” nie ma sensu. Zezłościłaby się jeszcze bardziej. Sama wiem, jak to jest. Niby mam idealnych rodziców, ale są jeszcze inni na tym świecie … Często mam ochotę zamknąć się w pokoju i nie wychodzić.
Pójdę do niej za chwilę. Pewnie siedzi w kiblu. Od przedszkola tak robiłyśmy i nadal robimy. To właśnie Carmen najdłużej znam i czasami czuję, że ma mnie już dosyć. W końcu to 12 lat znajomości.
Siedziałam długą chwile na ziemi przy szafkach. Nawet dłuższą chwile niż myślałam. Poszłam spokojnie w stronę damskich toalet. Otworzyłam zielone, drewniane i podniszczone drzwi. Stanęłam, jak wryta. Carmen stała bez ciuchów, bez majtek i stanika. Cała naga.

- Co ty robisz? – spytałam trochę przerażona
- Nago lepiej mi się myśli. - zażartowała

Zaczęłyśmy się śmiać. Byłyśmy tak głośno, że do ubikacji wszedł nasz nowy nauczyciel historii, pan Jason. Był nieziemsko przystojny, młody, ale i szalony. Kiedy zobaczył nagą Carmen, pospiesznie zamknął drzwi i tylko usłyszałyśmy:

- Panno Carmen proszę się przyodziać. Jak można tak chodzić po szkole?
- Ależ panie profesorze, czy jestem pierwszą nagą kobietą w pana życiu?
- To nie jesteś śmieszne, Carmen!
- Uuu … Po imieniu! Ale romantycznie! – powiedziałam z zachwytem

Czułyśmy się, jakbyśmy przed chwilą wróciły z imprezy. Upite, naćpane i niewyspane. Za to kochałam moje przyjaciółki. Nigdy nie było z nimi nudno.

- Lena … myślałem ..
- Ej, ej. Nie przystawaj się do mojej przyjaciółki. – odpowiedziała Carmen

Poczułam się teraz zażenowania. Lubiłam pana Jasona. Był naprawdę miły. Świeżo po studiach, a pracował z taką pasją z młodzieżą. Chodziłam do niego na zajęcia. Na początku wydawało mi się, że to nie dla mnie. Zbyt drętwo, poważnie. Dopiero po dwóch spotkaniach zaczęłam się udzielać i doszłam do wniosku, że to najlepsze zajęcia pozalekcyjne!

- Panno Carmen .. takie żarty są nie na miejscu. Za chwilę rozpoczną się zajęcia. Proszę się ubrać, jak na człowieka przystało. Obiecuje, że nie powiem nic nikomu. Mam nadzieję, że ostatni raz takie coś miało miejsce w tej szkole z waszej strony.

Odszedł. Byłam zażenowana jeszcze bardziej niż przed chwilą. Pan Jason … on mnie lubił.
- Dobra. Lena wstań i pomóż mi zapiąć stanik. Szybko! Muszę zdążyć na francuski, a ty na historię. Szczerze? Współczuje Ci. No, ale w końcu wybrałaś język niemiecki.
- Och, Carmen. Co ja z Tobą mam …

Wyszłyśmy z toalety po kilku minutach. Na szczęście była jeszcze przerwa. Pożegnałam się z przyjaciółką i pobiegłam na drugie piętro do sali nr 21. Tam miała odbyć się moja najgorsza historia z panem Jasonem.
- Witajcie młodzieży! Powitajcie nowego ucznia naszej szkoły. Oto Matthew Davis.
- Dzień dobry! – odpowiedzieliśmy chórem
- Siadaj Matt na dowolnym, wolnym miejscu. Moi drodzy, dzisiaj naszym tematem będą … erotyka i seks w starożytnym Egipcie.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja cała czerwona byłam myślami w scenie dzisiejszego poranka.
- „Czy starożytni Egipcjanie byli wyuzdani, czy wręcz przeciwnie, pruderyjni? Jaki był ówczesny ideał piękna? Czy pornografia już wtedy istniała?” – czytał z wydrukowanej kartki

Znowu wybuchła wrzawa. Chciałam schować się pod stołem ze wstydu, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić.
- Otóż … w starożytnym Egipcie seks był postrzegany jako coś szczególnego. Był obdarzony niebywałą tolerancją. Mężczyzna odgrywał główną rolę. Można uznać, że było tak zawsze zanim pojawiły się feministki. – zażartował, ale mu nie wyszło

Dziewczyny z naszej klasy założyły klub feministyczny. Nie wiem czemu służył, ale było to raczej na pokaz. Każda klasa coś robiła. Nasza? Zupełnie nic. Byliśmy aspołeczni.
Pan Jason kontynuował wykład trochę zażenowany swoją „pomyłką”:
- Mężczyzna, więc górował wraz ze swoim punktem widzenia nad partnerką. Związki małżeńskie były monogamiczne, jednak zdarzało się, że faraon, czy też arystokracja mieli więcej niż jedną żonę. Żonaty mężczyzna bez żadnych konsekwencji mógł posiadać inne partnerki, natomiast cudzołóstwo jego żony mogło zakończyć się rozwodem lub jej śmiercią. Mężczyźni bez większych problemów mogli otrzymywać rozwód, musieli jednak zapłacić za to odszkodowanie swoim żonom. Kobiety nie miały takich praw. Egipskie małżeństwa na ogół były zawierane w młodym wieku. Kobiety wychodziły za mąż między 12, a 14 rokiem życia, a mężczyźni żenili się między 15, a 17 rokiem życia. Mężczyźni rozpoczynali współżycie wtedy, gdy odczuwali taką potrzebę. Bardzo często ich pierwszą partnerką była niewolnica. Dosyć popularną pozycją współżycia była tzw. pozycja odwrotna (kobieta leży na mężczyźnie).

W tym momencie chłopcy „zwijali się ze śmiechu”. Nie mogąc nabrać powietrza do płuc, dusili się z rozbawienia. Pan Jason nie przestawał.
 - W Starożytnym Egipcie znane były częste przypadki obrzezania chłopców oraz związki kazirodcze (głównie wśród faraonów i arystokracji). Zwyczaj ten był uzasadniony religią, ponieważ Izyda poślubiła swojego brata Ozyrysa.

Nagle ktoś krzyknął z końca sali:
- Ej, Matthew! A jak tam twoja siostra, Muriel? – powiedział ze śmiechem

Co?! Muriel ma brata?! A no fakt! Coś mówiła o chłopaku, który jest jej bratem, a dowiedziała się o tym dokładnie dwa dni temu. Napisał do niej na komunikatorze. Nie ufała mu, ale wspomniał wiele faktów, o których wie tylko najbliższa rodzina. Nie wiedziałam, że miał się przenieść do naszej szkoły. Wiadomości w szkole za szybko się roznoszą ... Ten chłopak - dzisiaj dowiedziałam się, że to Matt - i Muriel są bliźniakami, chociaż zupełnie inaczej – z tej perspektywy - wyglądają. Matt ma czarne włosy i brązowe oczy. Jest nawet przystojny. Muriel wspominała coś o tym, że kobiety za nim się uganiały w jego ostatniej szkole, ale on je olewał. Nowy uczeń w nowej szkole i już ma „zapisane papiery” przez bandę nieudaczników z naszej klasy. Koszmar!

http://www.youtube.com/watch?v=RF0HhrwIwp0
- To materiały z Internetu oparte o różne książki. Co sądzicie? – spytał pan Jason


Nastała cisza. Nikt się już nie śmiał. Pewnie nikt nie chce nawet mówić publicznie o seksie, bo mimo wszystko to wstydliwe.
- Może … Lena! O, właśnie! Co sądzisz?

Teraz to dopiero myślałam, że spłonę ze wstydu. Wszyscy wlepiali we mnie oczy i czekali na odpowiedź. Nie mogłam z siebie niczego wydusić. Za bardzo mnie ten temat krępował. Szczególnie przy panu Jasonie.
- No cóż .. Czytałam kiedyś, że … - zaczęłam się jąkać – seks był zaleceniem lekarskim.
- Tak? Powiedz coś więcej, proszę. To bardzo ciekawe, a może nawet zarobisz ocenę za aktywność.
- Więc … Na przykład zalecano zamężnym kobietom, których mężowie wyjechali na wojnę, aby znalazły sobie na ten czas kochanka. Nikt nie czynił z tego skandalu. Była to normalna praktyka, zalecana przez medyków.
- Ciekawe, ciekawe .. Coś jeszcze?
- Podobnie wyglądała jeszcze kwestia seksu przedmałżeńskiego. Nikt nie przejmował się wybrykami młodzieży uprawiającej seks w spichlerzach, czy nawet w sypialniach pod okiem rodziców.  Kontakt erotyczny pomiędzy młodymi uważano za całkowicie naturalny.


- No, no! Bardzo dobrze. A skąd to wiesz? – spytał nauczyciel
No i co miałam mu powiedzieć? Czytałam o tym artykuł, ale wszyscy pomyślą, że fascynują mnie pornole i erotyka. Taką miałam prostacką klasę.

- Yyy … Kiedyś widziałam w telewizji program o życiu Egipcjan i wspominali o seksie. Byłam też na wykładzie na ten temat.
- Interesuje Cię to? – spytał
- Nie, nie! Ja seksu nie lubię!

Wszyscy wybuchli śmiechem. Jak ja coś palne to …

- Ej, cisza! Nie naśmiewajcie się z osób ambitnych, prostaki! Lena dziękuję za odpowiedź. Piątka z aktywności.

Zadzwonił dzwonek. Wybiegłam z klasy, jak oparzona. Wszyscy zerkali na mnie ukradkiem i po cichu sobie coś szeptali. Podszedł do mnie David, największy dupek z klasy.

- No Lena, Lena … Jakie zainteresowania. Piątka za aktywność? Pan Jason pewnie bardzo Cię lubi. Ciekawe za jaką aktywność?
Zaczął ocierać się o moje biodra. Natychmiast go odepchnęłam. Ten chwycił mnie za tyłek i szyje. Zaczęłam krzyczeć.

- Puść mnie! PUŚĆ!
- Uspokój się, maleńka. – powiedział z szerokim uśmiechem

W tym momencie ktoś do nas podbiegł i usłyszałam tylko mocne uderzenie. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Upadłam na ziemie i kręciło mi się w głowie. Szyja bolała mnie od uwolnionego ucisku. Czułam, jak podana zostaje mi dłoń. Dotknęłam jej i objęłam z całej siły. Ktoś mnie podciągnął i stanęłam na równe nogi. Dalej nie wiedziałam, co się dzieje. Było mi słabo i oczy mnie piekły.

- Wszystko w porządku?

To był chłopak, ale nie słyszałam nigdy jego głosu wcześniej. Może ktoś z młodszych klas?

- Ałć! Chyba tak …
- Na pewno? Nie wyglądasz najlepiej. Zawołam pielęgniarkę, co?
- Nie, nie trzeba. Dziękuje. Zaraz przejdzie. Mogę gdzieś usiąść tylko?
- Jasne, chodź. Tam jest ławka.

Usiadłam. On też.

- Kim jesteś?
- Matt Davis.
- Ach, no rzeczywiście. Przepraszam, że cię nie poznałam.
- Nic nie szkodzi. A Ty?
- Ja Lena Evans. Jesteś bratem bliźniakiem Muriel, prawda? – wypaliłam
- Hmm .. no tak. Jestem. Znaczy mam inne nazwisko, bo trafiłem do innej rodziny. Ogólnie papiery po urodzeniu zostały zafałszowane. Nikomu to nie przeszkadza. Chciałem tylko, żeby Muriel o mnie wiedziała.
- No cóż. Nie wiem czy to dobre posunięcie. No, ale lepiej teraz niż później.
- Racja. W twoich oczach widać jakąś taką troskę czy coś. Chyba za dużo powiedziałem, ale wydajesz się być osobą godną zaufania.

No i tak właśnie się poznaliśmy.


czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział II. Suzanne.

Jest wspaniale. Jego dłonie są wplecione w moje. Czuję jego oddech na prawym obojczyku. Zakłada na moje ramiona koc. Kiwam głową i całuję go w ciepły policzek. Tyle mu zawdzięczam. Jest przy mnie w tych trudnych chwilach. Podaje mi kubek ciepłej, malinowej herbaty – moja ulubiona. Jest niesamowicie. Mogę poczuć zapach jego perfum, które sama kupiłam mu na Boże Narodzenie. To miło, że mnie docenia. Kocham go. Znów mnie obejmuje, a ja tylko mogę mu się oddać z wzajemnością.
 
Moment! Gdzie ja jestem? Kim on jest?
 
- Spokojnie. Lena, spokojnie. Jesteś u mnie. Spokojnie.
- Joseph? Co się dzieje?! Co ja to robię?! Dlaczego?!
- Jesteś u mnie w pokoju. Zasłabłaś nagle po zajęciach. Przywiozłem cię do siebie, bo nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz.
- Dzwoniłeś do mamy?
- Nie. Wiedziałem, że nie chcesz jej zamartwiać.
- Dzięki. Jesteś kochany. – wymsknęło mi się przez przypadek
- Kochany? Mhmm. Teraz żałuje, że jestem gejem. – zażartował, ale po chwili spoważniał - Przyszedł niespodziewany gość.
- Kto?! – krzyknęłam
- Nie krzycz, proszę. Wiem, że to zły moment …. to Matthew. – odpowiedział Joseph
- Co?! – zaczęłam się dusić własnym powietrzem
- Uspokój się. To on cię znalazł na korytarzu. Wiem, że jest dupkiem, ale chciał się z tobą zobaczyć.
- Przepraszam. Rozumiesz, że nie mam ochoty? – odrzekłam najmilej, jak potrafiłam
- Rozumiem, ale on cię uratował. Nie powinnaś coś powiedzieć, na przykład podziękować? Nie wiem. Ja jestem gejem. Dla mnie takie związki, jak Wasze są zbyt trudne.
- On nie wie, gdzie mieszkam? Nie zatruwałabym życia innym. Nie mógł ci powiedzieć? Dobra. Trzy minuty. Wpuść go. – powiedziałam bez zastanowienia, czego jak się potem okazało nie żałowałam

Wszedł. Oto mój były.
Trzy tygodnie temu mieliśmy się pobrać, a on? Wyjechał dwa tygodnie przed. Potem otrzymałam zdjęcia z jego niewinnego wyjazdu. Suzanne? "Ostra" laska. Ładna, szczupła blondynka. Nie to, co ja. Upokorzył mnie. Jak się potem okazało, wszyscy moi znajomi znaleźli to zdjęcie na jego Twitterze. To były najgorsze chwile w moim życiu.
Dzień przed otrzymanymi na maila zdjęciami, umarła mi babcia. Nie chce tego rozpamiętywać. Naprawdę.

- Hej, Len. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Boli cię coś? Odezwij się!
- Nie mów tak do mnie! – wrzasnęłam
- Wybacz. Nie mogę ci tego teraz wyjaśnić, bo … - odpowiedział ze skruchą w głosie
- A co tu do cholery jest do wyjaśniania?! Zostawiłeś mnie i potraktowałeś, jak ... Do dzisiaj wstydzę się wychodzić na miasto! Dobrze wiesz, że wszyscy wiedzieli o naszych planach …
- Przepraszam. Suzanne … - rzekł i twarz mu posmutniała

Przypomniały mi się wszystkie jego małe zmarszczki na czole.

- Zostaw mnie! Mogłeś mnie nie ratować.  – mówiłam cała roztrzęsiona, ale każde słowo raniło mnie i jego o wiele bardziej niż myślałam
- Lena, kochanie to emocje. Spuść trochę. Musimy porozmawiać o tym, co się wydarzyło.
- Do cholery, nie mów tak do mnie!! Nie zamierzam z tobą już o niczym …

Zaczęłam płakać. Byłam tak zdesperowana. Babcia, zdjęcia, rocznica śmierci ojca …
- Lena …
- Proszę, idź. – pojawiły się łzy, jak duże krople deszczu
- Nie mogę. Muszę się tobą zaopiekować. W końcu zachowałem się niepoprawnie.
- Niepoprawnie?! Zejdź mi z oczu. Uwierz, możesz już iść. Joseph jest ze mną.
- Przecież to gejas … - odrzekł z szerokim uśmiechem
- No i co z tego?! Jest o wiele lepszy od ciebie. Łysego, skończonego dupka!
- Nie jestem łysy … - próbował rozluźnić sytuacje, ale ja nie dawałam za wygraną
- Idź! Więcej mi się na oczy nie pokazuj!

Miałam go już dosyć! Zaczęłam ostro przeklinać i czułam, że to takie kiczowate, ale nie potrafiłam inaczej zareagować.

- To będzie trudne, bo razem studiujemy.
- Matthew … nie utrudniaj.
- Z Suzanne już nie mam nic wspólnego. Zerwaliśmy kontakty po tym wszystkim, co się tutaj wydarzyło. To ona wstawiła te zdjęcia. Ja .. nawet jej nie kochałem. Z kumplem pojechaliśmy na kilka dni, żeby się rozerwać.
- Przed ślubem? – mówiłam i łkałam
- Len, przepraszam. To miała być forma wieczoru kawalerskiego, bo obiecałem sobie, że kilka dni przed naszym ślubem zajmę się naszą podróżą poślubną i innymi niespodziankami dla ciebie.
- Skąd miała Twoje hasło? Skąd to wszystko … - nie potrafiłam opanować łez
- Sama się domyśliła, bo jej opowiadaliśmy o ślubnych planach i naszych związkach. Przecież hasłem było Twoje imię i rok, w którym się poznaliśmy.
- Jakim prawem … Jak mogłeś?! Matthew … już za późno. Dobrze o tym wiesz. – mówiąc to zrobiło mi się przykro, bo Matt dalej dla mnie wiele znaczył
- Śnię ci się, prawda? Przytulam cię, całuje, obejmuje. Czujesz się nieziemsko przy mnie i bezpiecznie.
- Skąd wiesz?! – krzyknęłam trochę skonsternowana

Nastała cisza. Byłam tak zdziwiona tym faktem. Czyżby czytał w moich myślach? Właził mi do głowy, jak jakiś zasrany robal?
- Joseph powiedział, że krzyczałaś moje imię przez sen.
- Matthew to nie ma związku. To dla mnie ciężki okres.
- W porządku. Twój tata … rocznica śmierci, prawda? Ubierz się i podrzucę cię na cmentarz.
- Pamiętałeś? Jeszcze? Przecież ja nic dla ciebie już nie znaczę. Po co sobie zaśmiecasz takimi faktami swoją mózgownicę?
- Lena, jesteś dla mnie ważna. Wiem, że już nigdy nie będzie tak, jak wcześniej. Chciałbym ci to wszystko wyjaśnić, ale nie mogę i nie potrafię. Chodźmy już.
- Mam nadzieje, że przynajmniej postarasz się mi to wyjaśnić. Chcę ci to wybaczyć. Nie jestem z tych, które swój gniew przetrzymują latami. Wiesz … nie zapomnę nigdy naszych wspólnych chwil.
- Ok. Rozumiem. A myślisz, że mielibyśmy szanse później? – powiedział ze smutkiem

No i co ja mam mu teraz powiedzieć?

- Raczej nie. A nawet jeśli to … - tak bardzo mnie to bolało
- Dobrze. Chodźmy.
- Matthew … nie przestałam cię kochać, naprawdę. To chyba stąd te niewyjaśnione sny. – pomyślałam głośno
- Ja też o Tobie śnie, ale - jak mówiłaś - już za późno.
- Chyba tak.

Dlaczego nie powiedział mi tego od razu? Jego ojciec dzwonił do mnie kilka razy. Nie odbierałam, bo znam jego tatuśka z opowiadań. Ma 40 lat i jest najmłodszym ojcem studenta na całym uniwerku z naszego rocznika. Zostawił Matthew i jego rodzeństwo, kiedy mój były skończył 18 lat. Matka natomiast popadła w depresje i siedzi w psychiatryku od 2 lat. To dlatego tak dobrze z Matthew się rozumiałam. Oboje mieliśmy ciężko. Wspieraliśmy się i nasza miłość …

***

http://www.youtube.com/watch?v=6Ejga4kJUts

Byliśmy przy cmentarzu. Matthew zaparkował. Wysiadłam z samochodu i zastanawiałam się, co ja z nim tutaj robię?

- To tutaj. Mam iść z Tobą? Nie chce się narzucać. W końcu to rocznica …
- A mógłbyś ze mną pójść? Nie chce sama tam stać. – grzecznie spytałam
- Masz rację. Tata nie chciałby widzieć cię samą i nieszczęśliwą.
- Zgadza się. – odpowiedziałam i pomyślałam, że Matt dalej się o mnie troszczy
- Uśmiechnij się. Jestem tutaj. Nic ci się nie stanie. Mimo tego co się wydarzyło, nie pozwoliłbym by ktoś cię skrzywdził.
- Matthew .. – cicho rzekłam i ujęłam jego podbródek 
- Wiem. Przepraszam. Nie rozmawiajmy już o tym. Jeszcze tyle czasu przed nami.

Zdjęłam dłonie i przytuliłam się do niego. Znowu to poczułam … To, co we śnie.

- Chodźmy. Nie chce, żebyś chodziła w ciemnościach po starym cmentarzu.
Szliśmy przez kilka dłuższych odcinków drogi spoglądając na nagrobki. Jest pełno nowych, bo w mieście ostatnio grasuje morderca. Między innymi dlatego Matthew zapewniał mnie o tym, że nic mi się nie stanie. Nie ufam mu. Tym mordercą może być nawet on. Ma kilka motywów. W duchu zaczęłam się śmiać ze swojej głupoty.

Zastanawia mnie ta sprawa z mordercą. Zawsze atakuje w miejscach publicznych, pozostawia kosmyk włosów na czole poszkodowanego, ofiary mają siniaki na udach … Nie no! Bez przesady. Popadam w paranoję. To nie mój problem. Chociaż proszą mnie o asystę podczas procesu przygotowawczego. To stąd te przemyślenia.
- To grób Twojego ojca. Mama zamówiła msze za niego? – powiedział, gdy byliśmy już na miejscu
- Nie. Chyba nie. Zawsze ja to robiłam, ale ostatnio .. – odpowiedziałam zażenowana
- Rozumiem. Ojciec jest z ciebie dumny. Nie zależy mu na twojej ofiarności. Wystarczy, że widzi najzdolniejszą i najpiękniejszą kobietę przed sobą.
- Dzięki. O kurczę! Zapomniałam. Kupisz kwiaty i duży znicz? – spytałam, bo sama nie miałam ochoty stąd się ruszać
- Jasne. Poczekaj chwilę. Tu za rogiem jest kwiaciarnia znajomej mojej mamy.
- W porządku. – odrzekłam z szerokim uśmiechem

Nie wiem dlaczego w śnie krzyczałam imię Matthew. Ten mężczyzna, który ze mną był, chyba nie był nim. To zastanawiające. Chociaż .. sny są same w sobie dziwne. Nie ma czym się zamartwiać.

- Jestem. Udało mi się w ostatniej chwili kupić chryzantemy i róże, bo właścicielka już zamykała.
- Szybko załatwiłeś sprawę. Dzięki wielkie.
- Starałem się. Zapalę znicz, co? Takie ciemności już są, że nic nie widać. Tylko się poparzysz.
- Dzięki. Oddam ci kasę, jak wrócimy do mojego domu, ok?
- Nie ma za co. Kasą się nie przejmuj. Odwdzięczysz się kiedyś dobrą kawą albo coś.  – odpowiedział i przytulił do siebie

Tato!

Nawet nie wiesz, jak za tobą tęsknie. Myślę, że ty myślisz, tak jak i ja, że Matthew nie jest tym mordercą i znasz odpowiedź na wiele pytań. Położyłabym się tam obok ciebie, chociaż panicznie boję się trumien. Mama była dziś u ciebie, prawda? Widzę, że umyła grób. To miło z jej strony. Jest strasznie chora. Staram się jej pomagać, jak mogę, ale znasz ją. Uparciuch. Wszystko chce sama robić. Brakuje nam ciebie. Wiesz ile u mnie się dzieje? Ślub nie wypalił. Choć z pewnością o tym już wiesz. Nie jestem pewna czy Matthew mówi prawdę. Miejmy nadzieje, że tak jest. Jeśli nie, to skopię mu tyłek i wyślę do piekła. Znasz dobrze temperamencik córki z domu, co? Oj tatuś! Wróć do mnie.

Bardzo cię potrzebujemy.

Babcię wczoraj odwiedziłam na sąsiednim cmentarzu. Umarła. Tak. Teraz jesteśmy z mamą same. Rodzina się na nas wyparła, bo uważają, że źle się babką zajmowałyśmy. Ty wiesz, jak było. Nocki zarywałyśmy, żeby nad nią czuwać. Mama się tak poświęcała dla niej, a teraz tak jej się odwdzięczają. No, ale sam mówiłeś, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu, co nie?

Wracam z Matthew do domu. Muszę mu podziękować jakoś. Wiesz jakie to ciężkie? Może minie ten ból. Przynajmniej mam nadzieję. Nie jestem pewna czy go kocham jeszcze. Z pewnością boję się zaryzykować.

Żegnaj! Przyjadę za tydzień.
 

- Idziemy? - spytałam
- Pożegnałaś się?
- Tak. – chwyciłam go za rękę
- To wracajmy, bo się ściemnia.

Nagle kolana mi się ugięły i poczułam, że ktoś uderza mnie czymś ciężkim między łopatkami. Zrobiło mi się przed oczyma ciemno. Upadłam na ziemie. Powoli mój oddech zwalniał, aż zupełnie straciłam świadomość.
„Matthew! Matthew!” – zawołałam łapiąc ostatni oddech.

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział I. Nazywam się Lena.

Oto pierwszy rozdział. Dedykuję go wszystkim moim znajomym. Ostrzegam i jednocześnie przepraszam za wszystkie przekleństwa pojawiające się w tym rozdziale. :)

 
***
- Lena, wstawaj! Spóźnisz się na autobus! Masz wykłady dzisiaj z prawa cywilnego. Musisz zdążyć! Chyba, że nie zależy ci na zaliczeniu semestru? 
- Mamo, daj chwilę! Proszę! Jestem w rozsypce jeszcze. Zrobisz mi kawę i kanapkę na drogę?
- Jasne. Pośpiesz się. Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz w końcu się pozbierać.
Tak. Mama wiedziała, że nie czuję się najlepiej i może nie jestem gotowa na wyjście do ludzi. Boję się spotkania ze znajomymi. Nie wiadomo, co po tak długim czasie Matthew …. Szkoda czasu na rozgrzebywanie przeszłości. Dzisiaj jest rocznica śmierci mojego ojca, więc powinnam ruszyć swój tyłek i coś zrobić.

***

Widać już uniwersytet. Zmierzę się w końcu z rzeczywistością po kilku tygodniach nieobecności. Jakie to chore i idiotyczne. Nie mam już nawet przyjaciół.
NIE! Już widzę go z prawej strony placyku. Matthew stoi, jak gdyby nigdy nic. Jak się zachować? Lepiej wezmę z torebki rękawiczki i szalik, bo chłodno. Jest zima. Tak, jak w moim śnie. Sen?! Znowu to samo... wciąż to samo.
 Za 2 tygodnie mam egzaminy. Muszę się skupić na nauce. W końcu chciałam być prawnikiem... ale czy nadal chcę? Wychodzę z samochodu, zamykam drzwi kluczykami i idę wzdłuż placyku. Mam minę neutralną. Byleby nie zauważyli, że wróciłam. A jednak! Widzą. Patrzą się. Zaczynam biec. Biegnę, biegnę ….

- Uważaj jak chodzisz! – krzyknął oburzony student, na którego właśnie wpadłam
- Przepraszam. Nie chciałam, naprawdę. Jest mi strasznie głupio. Odkupię ci tę kawę, co?
- Nie. Myślę, że nie trzeba. Nowa? – rzekł i uniósł prawy kącik ust w górę
- Nie do końca. Po długiej przerwie. – odpowiedziałam neutralnie
- Jakie studia? 
- Prawo. A ty?
- Joseph Degas. Prawo.
- Miło mi. Lena Evans. – odrzekłam lekko za0wstydzona i skonsternowana
- No, więc to mamy już za sobą. Miło mi również. – powiedział z szerokim bananem na ustach
- Eee … spieszę się, więc wybaczy mi Pan?
- Przecież zajęcia odbywają się dopiero za 30 minut. Może poszlibyśmy do kawiarni? Tu za rogiem jest świetna. Mogłabyś się w ten sposób zrekompensować za kawę.
- W porządku. – odpowiedziałam bez przekonania
- To chodźmy.
Co za typek. Wolałabym, żeby mnie dzisiaj nie widzieli. Po tym wszystkim .... Tylko ile można się ukrywać? Wiem, że nigdy mi nie będzie łatwo nawiązać kontaktów. Muszę się z tym zmierzyć kiedyś, ale może nie teraz? Zaczynam panikować.

- Nie widziałem cię wcześniej. Jesteś na drugim roku, prawda? Ja na trzecim, ale chodzę na zajęcia z drugiego, bo niektóre sprawy mnie interesują bardziej. W tym roku jest więcej nowych profesorów, więc trzeba korzystać.
- Tak, na drugim. To prawda. Wiele się pozmieniało. – powiedziałam niechętnie
- Jesteś małomówna. Coś się stało? Jesteś zła, że cię wyciągnąłem? Nie martw się. Jestem gejem. Nie żadnym zboczeńcem.
W tym momencie poczułam się dość zaskoczona. Jaki facet takie rzeczy mówi wprost? Chyba go polubię. Jest idealnym przyjacielem dla desperatki po przejściach.

- Cóż … Nie jestem zła. Miło, że nie jesteś kolejnym natrętnym … - starałam się być miła
- Nie jestem. Zależy mi na przyjaźni. Okłamałem cię z początku. Znam cię bardzo dobrze. Do niedawna byłem przyjacielem Matthew. Stąd cię znam.
- O Matko! Nie … proszę. Nawet nie mów, że … - odpowiedziałam z oburzeniem
- Nie! Już się nie przyjaźnimy! Za to ja zostałem sam i ty także, więc pomyślałem, że moglibyśmy spędzić trochę czasu wspólnie. Wiem, że jest ci ciężko. Matthew to był kawał skurczybyla! Rok młodszy ode mnie, a taki wyszczekany. Uśmiechnij się, proszę.
- Ja … ja … nie wiem, co powiedzieć.
- Nic nie mów. Uśmiechnij się. – rzekł obejmując moje ramiona i przyciągając do siebie
Weszliśmy do kawiarni. Było w niej ciepło, miło. Miała dwa poziomy. Czyste szyby i widok na zimowy park to coś niezwykłego. Stoły z mocnego, ciemnego drewna. Śliczne obrazy i niezwykłe lampy. Wszystko utrzymane raczej w ciemnej kolorystyce, ale czułam się tam, jak w niebie. Barmanka stała w niebieskiej sukience i czyściła filiżanki. Niesamowita była tak kawiarnia, która okazała się być po części barem. Mimo wszystko jej urok nie zaćmił napis „bar” na środku lady.
- W porządku. Więc znasz Matthew ... co oznacza, że trudno będzie mi zaufać Tobie. Mam nadzieję, że mówisz prawdę. Ostatnio przeżywam koszmar, dobrze wiesz. Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, więc nie zepsuj mi go, ok?
- Jasne. Cappuccino?
- Poproszę.
- Dwa razy cappuccino. – powiedział do barmanki zza lady, która szybkim i zwinnym ruchem zabrała się za przygotowywanie kawy
Jest dziwnie. Nawet bardzo. Obawiam się, że Joseph mnie oszukuje. 
 
- Usiądź. Ja wezmę saszetki z cukrem. Słodzisz?
- Nie. Cukier jest niezdrowy. Chociaż faceci używają go zbyt wiele, a na niezdrowych nie wyglądają. - roześmialiśmy się oboje
- W porządku. Poczekaj chwilę.
Najchętniej objęłabym go i wypłakałabym mu się na ramieniu. Nie mam żadnych przyjaciół. Jest gejem - o tyle czuję się bezpiecznie. No, ale może to kłamstwo? Warto sprawdzić.

- Miałabyś ochotę do mnie jutro przyjść na kolację? - spytał, trzymając w ręku cukier
- Wiesz … nie wiem, jak moja mama …
- Rozumiem. Po prostu matka przyjeżdża z Francji i szykujemy z tatą, i bratem kolację powitalną. Już dawno ze sobą nie są, ale mama przyjeżdża na kontrolę. Potrzebowalibyśmy damskiej dłoni do pomocy i ogarnięcia kulinarnej strony wieczoru. Pomogłabyś? Przepraszam, że z takim czymś ci tu ... ale nie mamy nikogo, kto by nam pomógł.
- Nie no, ok. Jasne, że pomogę. Dam ci znać dzisiaj wieczorem. 
- To moja wizytówka. Możesz zadzwonić.
- Dobrze. – odpowiedziałam z nutką niepewności
- Kolację planujemy na 18:00.
- Zobaczę, co da się zdziałać. Na razie niczego nie obiecuję.
Nastała kilkuminutowa cisza. Czułam się świetnie. Kawa rozgrzała mnie i do tego mogłam zachwycać się urokami widoków za szybą. Barmanka podśpiewywała piosenkę The Cookies, która leciała z radia. Zespół dopiero, co odkryty przeze mnie, a osiągnął już taką sławę.
- Wielkie dzięki, Lena. Poznałabyś może nawet mojego brata! Nie jest największym ciachem, ale może ..
- Wybacz. Nie mam ochoty na żadne związki.
- Spoko. Matthew zachował się okropnie i żałuje, że miałem z nim coś wspólnego.
- Idziemy już na uniwerek? Nie chce o nim gadać, a tym bardziej o tej relacji z nim.
Popatrzyliśmy na siebie. Było mi głupio. No, ale co miałam mu powiedzieć? Właśnie skończyłam kawę i zamierzałam, jak najszybciej się ulotnić. Nie miałam czym się zająć, a miętolenie w rękach serwetek jest debilne.  W ogóle co ja z nim tu robiłam? Wcale się nie znamy, a chce mu już w domu pomagać. Jestem nienormalna!! Och … wiem … doskwiera mi potrzeba przebywania z drugim człowiekiem.

-  W gorącej wodzie kąpana, zgadłem?
- Można tak powiedzieć. Lubię być punktualna.
- No to super! Gej z perfekcyjną 20-latką.
- Masz siłę żartować? Podziwiam. Znając Matthew nieźle musiał ci dokopać. – znowu zaczęłam głupia temat
- Nie do końca zgadłaś. Ja postanowiłem z nim zerwać wszelkie kontakty po tym, co ci zrobił.
- Mhm … książę na białym rumaku? – odrzekłam lekko zalotnie, chociaż wiedziałam, że jest gejem i chyba dlatego to zrobiłam
- Blisko, blisko. Przecież widzę, co się z tobą dzieje. Miałem nadzieję złapać cię na jakimś komunikatorze czy coś, ale zaszyłaś się w swoim mieszkanku.
- Myślisz, że warto byłoby wyjść do ludzi od razu? Pokazać się jako mała cierpiętnica i być wyśmiewana za każdym rogiem ulicy?
- Myślę, że mogłaś się do kogoś odezwać.
- Akurat. Według ciebie to łatwe? Wiesz ilu straciłam znajomych? – odpowiedziałam dość niegrzecznie
- Wiem, jestem okropny. Po prostu było mi ciebie żal, bo Matthew już od pewnego czasu zachowywał się dziwnie. Wręcz nie do zniesienia. Nie wiedziałem, że u ciebie aż tak źle.
- Da się przyzwyczaić. Wszyscy mają cię w dupie. Tracisz znajomych w ciągu sekundy, a tu nagle w pierwszy dzień powrotu na uniwerek z prezentu wyskakuje gej, który proponuje przyjaźń. Moje życie jest szalone.
- Przepraszam. Nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Po prostu jest mi przykro. On był moim przyjacielem, a jak już wspomniałem zachował się, jak zwykły ...
- Dobra, nie roztrząsajmy tego. Wracajmy. - przerwałam mu
- W porządku. – rzekł lekko zasmucony