poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział VI. Koniec trudnych spraw i carpe diem!

Wybaczcie, moi drodzy. Mam dla Was tylko coś krótkiego. Straciłam wenę i niestety ograniczono mi czas wolny. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie na tym rozdziale. :)

***

Odwrócił się w końcu do mnie. Przyłożył palec do ust i przyciągnął do siebie. Staliśmy w jakimś zaułku. Było już późno, ciemno. Byłam cała przemoczona od deszczu i marzyłam o gorącym prysznicu. Wychyliliśmy się zza rogu i ujrzałam Suzanne w ramionach Matthew. Stali oparci o taksówkę. Rozpinała jego koszulę. Czułam ucisk w klatce piersiowej i przytuliłam się z całej siły w spocone ciało mojego towarzysza. On założył na mnie swoją bluzę. Uchronił mnie przed patrzeniem na scenę, która rozgrywała się obok taksówki. Nakrył moją głowę kapturem i objął. Czułam jak siłą swojego ciała pomaga mi wsiąść do samochodu, który właśnie nadjechał. Wsiedliśmy, a on natychmiast zdjął kaptur i przybliżył się do mojej twarzy. Czekałam na pocałunek, ale on dotknął swoim policzkiem mojego policzka i poczułam znów jego zarost.

- Lena? Śpisz?
To był głos Jo. Siedział przy łóżku już chyba dobrą chwilę. To on. To on jest w moich snach. Wiem to. Tylko dlaczego?

- Lena? Wszystko dobrze? Wezwać pielęgniarkę?
No nie. To Matt. Czemu jeszcze tu jest? Chyba dałam mu jasno do zrozumienia, że nie przekonuje mnie historyjka o blondynce-policjantce. Wszyscy mówili, że podjechała po niego jakaś młoda kobieta i zawarła pewnego rodzaju utarg z policją w sprawie jego ochrony. To na sto procent była Suzanne. Nikt inny, tylko ona.

- Jo? Mógłbyś podać mi wodę? Stoi na szafce.
- Jasne, już podaję.
- Dziękuję.
Nagle poczułam, jak ktoś chwyta moją dłoń. To nie był Joseph. Jo ma o wiele delikatniejszą skórę. To był Matt.

- Lena? – zagadał Matt
- Miałeś wyjść. Prosiłam, nie? Nie chce żebyś ze mną tu spędzał czas, kiedy blondi grzeje łoże w twoim domu. Zapomniałam jeszcze się spakować, ale za 3 dni  wychodzę. Spodziewaj się mnie w twoim domu. Załatw mi jakieś kartony. Na razie zamieszkam u mamy, a potem poszukam własnego lokum. Nie ma tyle miejsca, by mnie przygarnęła na dłuższy czas. Teraz kuzynka Emma przyjechała. Zostanie na długo, bo z rodzicami popadła w konflikt. Biedna jest. Taka samotna, a już w przyszłym roku wybije jej 30-stka.  
- Lena to zamieszkaj u mnie. Brat i tata są w domu, ale wolny jest pokój mojej mamy. Tam ma łóżko. Kupiła go na czas separacji. – zaproponował Jo
- Dzięki. Pomyślę jeszcze. – odpowiedziałam z uśmiechem
- Lena .. to koniec? – spytał Matt
- Jeszcze pytasz? To chyba jasne. Może jestem zbyt tajemnicza, ale każdy głupi, by się domyślił. Nie chce z tobą niczego dzielić.
- Nie możemy na zawsze się pożegnać.
- Dlaczego? Przecież powiedziałam, że po ciuchy przyjadę.
- To nie ze względu na nasze mieszkanie. Chodzi o coś innego. Ta sprawa … znaczy się nasz „wypadek” na cmentarzu. Będziemy musieli się komunikować.
- No cóż … jakoś to przeżyję. Długo trwać to nie może. W końcu go złapią.
- Nie wiem czy to będzie takie łatwe … - powiedział Jo
- Co ty mówisz? Na trop tego mężczyzny policja już wpadła tydzień temu.
- Policja podejrzewa, że to nie był TEN morderca.
- A kto? – zaśmiałam się
- Lena nie ma się z czego śmiać. To ktoś inny. – powiedział Matt

Teraz to dopiero zrobiło mi się słabo. Kto chciał mojej śmierci? Mojej i zasadniczo Matthew też? Jak to się stało, że nas nie zabito? Ktoś nas uratował? Nikt nic mi nie powiedział. Lekarze milczeli, a mama nawet bała się poruszać tego tematu.
- Odpocznij, a ja się wkrótce odezwę. Co do tej blondi … miałaś rację. To była Suzanne … przepraszam. – przyznał ze skruchą Matt
- Wiedziałam. Znam cię na wylot.
- Nie do końca jest jednak tak , jak myślisz. Przyjechała by mnie przeprosić.
- Mmmmm .. To musiały być rozkoszne przeprosiny. – powiedziałam z ironią
- Lena! To nie tak! Suzanne skontaktowała się z moim ojcem. On jej powiedział, że jestem w szpitalu, bo dostał telefon z tą informacją. Nie miał natomiast zamiaru mnie odwiedzić. Dlatego też po mnie przyjechała i podrzuciła do domu.
- A teraz gdzie się podziewa?
- Ma w hotelu pokój. Jutro umówiła się ze mną na obiad. Chce mnie oficjalnie przeprosić. Chciała cię odwiedzić, ale powiedziałem jej, że to zły pomysł. Ot, cała historia.

Nie spodziewałam się takiego przebiegu zdarzeń. No, ale w końcu mógł kłamać. Po drugie może przyjechała go uwieść „przeprosinami”. Wszystko jedno. Matthew ma swoje życie, a ja swoje. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki.
- Teraz proszę cię wyjdź, bo muszę wypocząć.
- W porządku, ale odezwij się później.
- Przecież muszę przyjechać do ciebie po rzeczy.
- Wiesz, że nie musisz tego robić?
- Wiem, ale chcę. Wracaj do domu.
- Dużo zdrowia, Lena. Trzymaj się, Jo. – pożegnał się Matt i wyszedł

Jestem taka szczęśliwa, że w końcu zamykam pewną część bramy przeszłości. Teraz muszę skupić się na sobie. Za trzy dni wracam do domu. Muszę pouczyć się do egzaminów, a w międzyczasie zgłoszę się na policję, bo mama wczoraj wspominała coś o jakimś zawiadomieniu z komendy. Później wyjadę z Jo na kilka dni gdzieś za granicę. Kocham podróże, a tego właśnie potrzebuję!
- Jo możesz się zbierać. Już wystarczająco czasu mi poświęciłeś. Jesteś zmęczony.
- Lena, ale ja chcę zostać.
- Dobrze. Odbierzesz mnie za dwa dni spod szpitala? Nie mam ochoty wychodzić na miasto przez najbliższy tydzień.  
- Jasne. Jeśli będziesz chciała to mogę ci przez ten tydzień towarzyszyć. Odbierzemy rzeczy od Matta, a potem postawię ci sporą porcję fast-foodów. Jakoś schudłaś.
- Schudłam? Wyglądam, jak wieloryb. – zaśmiałam się
- A tam. Jesteś szczupła i bardzo ładna.
- Dziękuję. Chociaż pewnie kłamiesz … ta sytuacja z Mattem jest beznadziejnie głupia …
- Nie kłamię. Ja gej na tym się znam.
- Nie wątpię. Dzięki, że ze mną jesteś. To dla mnie bardzo ważne, wiesz?
- Wiem. Dlatego jestem. Przyniosłem ci podręczniki. Z profesorkami wszystko ustalone. Dostaniesz za tydzień maila z datą egzaminu.
- Jo! Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- Mogę o coś cię spytać? W końcu chyba jesteśmy przyjaciółmi, co nie?
- Jasne, pytaj śmiało.
- Dlaczego akurat Matthew?
- Nie wiem.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz