Jest wspaniale. Jego
dłonie są wplecione w moje. Czuję jego oddech na prawym obojczyku. Zakłada na
moje ramiona koc. Kiwam głową i całuję go w ciepły policzek. Tyle mu
zawdzięczam. Jest przy mnie w tych trudnych chwilach. Podaje mi kubek ciepłej,
malinowej herbaty – moja ulubiona. Jest niesamowicie. Mogę poczuć zapach jego
perfum, które sama kupiłam mu na Boże Narodzenie. To miło, że mnie docenia.
Kocham go. Znów mnie obejmuje, a ja tylko mogę mu się oddać z wzajemnością.
Moment! Gdzie ja jestem? Kim on jest?
- Spokojnie. Lena, spokojnie. Jesteś u mnie. Spokojnie.
- Joseph? Co się dzieje?! Co ja to robię?! Dlaczego?!
- Jesteś u mnie w pokoju. Zasłabłaś nagle po zajęciach.
Przywiozłem cię do siebie, bo nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz.
- Dzwoniłeś do mamy?
- Nie. Wiedziałem, że nie chcesz jej zamartwiać.
- Dzięki. Jesteś kochany. – wymsknęło mi się przez przypadek
- Kochany? Mhmm. Teraz żałuje, że jestem gejem. –
zażartował, ale po chwili spoważniał - Przyszedł niespodziewany gość.
- Kto?! – krzyknęłam
- Nie krzycz, proszę. Wiem, że to zły moment …. to Matthew.
– odpowiedział Joseph
- Co?! – zaczęłam się dusić własnym powietrzem
- Uspokój się. To on cię znalazł na korytarzu. Wiem, że jest
dupkiem, ale chciał się z tobą zobaczyć.
- Przepraszam. Rozumiesz, że nie mam ochoty? – odrzekłam
najmilej, jak potrafiłam
- Rozumiem, ale on cię uratował. Nie powinnaś coś
powiedzieć, na przykład podziękować? Nie wiem. Ja jestem gejem. Dla mnie takie związki, jak
Wasze są zbyt trudne.
- On nie wie, gdzie mieszkam? Nie zatruwałabym życia innym.
Nie mógł ci powiedzieć? Dobra. Trzy minuty. Wpuść go. – powiedziałam bez
zastanowienia, czego jak się potem okazało nie żałowałam
Wszedł. Oto mój były.
Trzy tygodnie temu mieliśmy się pobrać, a on? Wyjechał dwa
tygodnie przed. Potem otrzymałam zdjęcia z jego niewinnego wyjazdu. Suzanne? "Ostra"
laska. Ładna, szczupła blondynka. Nie to, co ja. Upokorzył mnie. Jak się potem
okazało, wszyscy moi znajomi znaleźli to zdjęcie na jego Twitterze. To były
najgorsze chwile w moim życiu.
Dzień przed otrzymanymi na maila zdjęciami, umarła mi
babcia. Nie chce tego rozpamiętywać. Naprawdę.
- Hej, Len. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Boli cię
coś? Odezwij się!
- Nie mów tak do mnie! – wrzasnęłam
- Wybacz. Nie mogę ci tego teraz wyjaśnić, bo … -
odpowiedział ze skruchą w głosie
- A co tu do cholery jest do wyjaśniania?! Zostawiłeś mnie i
potraktowałeś, jak ... Do dzisiaj wstydzę się wychodzić na miasto!
Dobrze wiesz, że wszyscy wiedzieli o naszych planach …
- Przepraszam. Suzanne … - rzekł i twarz mu posmutniała
Przypomniały mi się wszystkie jego małe zmarszczki na czole.
- Zostaw mnie! Mogłeś mnie nie ratować. – mówiłam cała roztrzęsiona, ale każde słowo
raniło mnie i jego o wiele bardziej niż myślałam
- Lena, kochanie to emocje. Spuść trochę. Musimy porozmawiać o tym, co
się wydarzyło.
- Do cholery, nie mów tak do mnie!! Nie zamierzam z tobą już o niczym …
Zaczęłam płakać. Byłam tak zdesperowana. Babcia, zdjęcia,
rocznica śmierci ojca …
- Lena …
- Proszę, idź. – pojawiły się łzy, jak duże krople deszczu
- Nie mogę. Muszę się tobą zaopiekować. W końcu zachowałem
się niepoprawnie.
- Niepoprawnie?! Zejdź mi z oczu. Uwierz, możesz już iść.
Joseph jest ze mną.
- Przecież to gejas … - odrzekł z szerokim uśmiechem
- No i co z tego?! Jest o wiele lepszy od ciebie. Łysego, skończonego
dupka!
- Nie jestem łysy … - próbował rozluźnić sytuacje, ale ja
nie dawałam za wygraną
- Idź! Więcej mi się na oczy nie
pokazuj!
Miałam go już dosyć! Zaczęłam ostro przeklinać i czułam, że
to takie kiczowate, ale nie potrafiłam inaczej zareagować.
- To będzie trudne, bo razem studiujemy.
- Matthew … nie utrudniaj.
- Z Suzanne już nie mam nic wspólnego. Zerwaliśmy kontakty
po tym wszystkim, co się tutaj wydarzyło. To ona wstawiła te zdjęcia. Ja ..
nawet jej nie kochałem. Z kumplem pojechaliśmy na kilka dni, żeby się rozerwać.
- Przed ślubem? – mówiłam i łkałam
- Len, przepraszam. To miała być forma wieczoru
kawalerskiego, bo obiecałem sobie, że kilka dni przed naszym ślubem zajmę się
naszą podróżą poślubną i innymi niespodziankami dla ciebie.
- Skąd miała Twoje hasło? Skąd to wszystko … - nie
potrafiłam opanować łez
- Sama się domyśliła, bo jej opowiadaliśmy o ślubnych
planach i naszych związkach. Przecież hasłem było Twoje imię i rok, w którym
się poznaliśmy.
- Jakim prawem … Jak mogłeś?! Matthew … już za późno. Dobrze
o tym wiesz. – mówiąc to zrobiło mi się przykro, bo Matt dalej dla mnie wiele
znaczył
- Śnię ci się, prawda? Przytulam cię, całuje, obejmuje.
Czujesz się nieziemsko przy mnie i bezpiecznie.
- Skąd wiesz?! – krzyknęłam trochę skonsternowana
Nastała cisza. Byłam tak zdziwiona tym faktem. Czyżby czytał
w moich myślach? Właził mi do głowy, jak jakiś zasrany robal?
- Joseph powiedział, że krzyczałaś moje imię przez sen.
- Matthew to nie ma związku. To dla mnie ciężki okres.
- W porządku. Twój tata … rocznica śmierci, prawda? Ubierz
się i podrzucę cię na cmentarz.
- Pamiętałeś? Jeszcze? Przecież ja nic dla ciebie już nie
znaczę. Po co sobie zaśmiecasz takimi faktami swoją mózgownicę?
- Lena, jesteś dla mnie ważna. Wiem, że już nigdy nie będzie
tak, jak wcześniej. Chciałbym ci to wszystko wyjaśnić, ale nie mogę i nie
potrafię. Chodźmy już.
- Mam nadzieje, że przynajmniej postarasz się mi to
wyjaśnić. Chcę ci to wybaczyć. Nie jestem z tych, które swój gniew przetrzymują
latami. Wiesz … nie zapomnę nigdy naszych wspólnych chwil.
- Ok. Rozumiem. A myślisz, że mielibyśmy szanse później? –
powiedział ze smutkiem
No i co ja mam mu teraz powiedzieć?
- Raczej nie. A nawet jeśli to … - tak bardzo mnie to bolało
- Dobrze. Chodźmy.
- Matthew … nie przestałam cię kochać, naprawdę. To chyba
stąd te niewyjaśnione sny. – pomyślałam głośno
- Ja też o Tobie śnie, ale - jak mówiłaś - już za późno.
- Chyba tak.
Dlaczego nie powiedział mi tego od razu? Jego ojciec dzwonił
do mnie kilka razy. Nie odbierałam, bo znam jego tatuśka z opowiadań. Ma 40 lat
i jest najmłodszym ojcem studenta na całym uniwerku z naszego rocznika.
Zostawił Matthew i jego rodzeństwo, kiedy mój były skończył 18 lat. Matka natomiast
popadła w depresje i siedzi w psychiatryku od 2 lat. To dlatego tak dobrze z
Matthew się rozumiałam. Oboje mieliśmy ciężko. Wspieraliśmy się i nasza miłość
…
***
http://www.youtube.com/watch?v=6Ejga4kJUts
Byliśmy przy cmentarzu. Matthew zaparkował. Wysiadłam z
samochodu i zastanawiałam się, co ja z nim tutaj robię?
- To tutaj. Mam iść z Tobą? Nie chce się narzucać. W końcu
to rocznica …
- A mógłbyś ze mną pójść? Nie chce sama tam stać. –
grzecznie spytałam
- Masz rację. Tata nie chciałby widzieć cię samą i
nieszczęśliwą.
- Zgadza się. – odpowiedziałam i pomyślałam, że Matt dalej
się o mnie troszczy
- Uśmiechnij się. Jestem tutaj. Nic ci się nie stanie. Mimo
tego co się wydarzyło, nie pozwoliłbym by ktoś cię skrzywdził.
- Matthew .. – cicho rzekłam i ujęłam jego podbródek
- Wiem. Przepraszam. Nie rozmawiajmy już o tym. Jeszcze tyle
czasu przed nami.
Zdjęłam dłonie i przytuliłam się do niego. Znowu to poczułam
… To, co we śnie.
- Chodźmy. Nie chce, żebyś chodziła w ciemnościach po starym
cmentarzu.
Szliśmy przez kilka dłuższych odcinków drogi spoglądając na
nagrobki. Jest pełno nowych, bo w mieście ostatnio grasuje morderca. Między
innymi dlatego Matthew zapewniał mnie o tym, że nic mi się nie stanie. Nie ufam
mu. Tym mordercą może być nawet on. Ma kilka motywów. W duchu zaczęłam się
śmiać ze swojej głupoty.
Zastanawia mnie ta sprawa z mordercą. Zawsze atakuje w
miejscach publicznych, pozostawia kosmyk włosów na czole poszkodowanego, ofiary mają siniaki
na udach … Nie no! Bez przesady. Popadam w paranoję. To nie mój problem.
Chociaż proszą mnie o asystę podczas procesu przygotowawczego. To stąd te
przemyślenia.
- To grób Twojego ojca. Mama zamówiła msze za niego? – powiedział,
gdy byliśmy już na miejscu
- Nie. Chyba nie. Zawsze ja to robiłam, ale ostatnio .. –
odpowiedziałam zażenowana
- Rozumiem. Ojciec jest z ciebie dumny. Nie zależy mu na
twojej ofiarności. Wystarczy, że widzi najzdolniejszą i najpiękniejszą kobietę
przed sobą.
- Dzięki. O kurczę! Zapomniałam. Kupisz kwiaty i duży znicz?
– spytałam, bo sama nie miałam ochoty stąd się ruszać
- Jasne. Poczekaj chwilę. Tu za rogiem jest kwiaciarnia
znajomej mojej mamy.
- W porządku. – odrzekłam z szerokim uśmiechem
Nie wiem dlaczego w śnie krzyczałam imię Matthew. Ten
mężczyzna, który ze mną był, chyba nie był nim. To zastanawiające. Chociaż ..
sny są same w sobie dziwne. Nie ma czym się zamartwiać.
- Jestem. Udało mi się w ostatniej chwili kupić chryzantemy
i róże, bo właścicielka już zamykała.
- Szybko załatwiłeś sprawę. Dzięki wielkie.
- Starałem się. Zapalę znicz, co? Takie ciemności już są, że
nic nie widać. Tylko się poparzysz.
- Dzięki. Oddam ci kasę, jak wrócimy do mojego domu, ok?
- Nie ma za co. Kasą się nie przejmuj. Odwdzięczysz się
kiedyś dobrą kawą albo coś. –
odpowiedział i przytulił do siebie
Tato!
Nawet nie wiesz, jak za tobą tęsknie. Myślę, że ty myślisz, tak jak i
ja, że Matthew nie jest tym mordercą i znasz odpowiedź na wiele pytań. Położyłabym
się tam obok ciebie, chociaż panicznie boję się trumien. Mama była dziś u ciebie,
prawda? Widzę, że umyła grób. To miło z jej strony. Jest strasznie chora.
Staram się jej pomagać, jak mogę, ale znasz ją. Uparciuch. Wszystko chce sama
robić. Brakuje nam ciebie. Wiesz ile u mnie się dzieje? Ślub nie wypalił. Choć
z pewnością o tym już wiesz. Nie jestem pewna czy Matthew mówi prawdę. Miejmy
nadzieje, że tak jest. Jeśli nie, to skopię mu tyłek i wyślę do piekła. Znasz
dobrze temperamencik córki z domu, co? Oj tatuś! Wróć do mnie.
Bardzo cię potrzebujemy.
Babcię wczoraj odwiedziłam na sąsiednim cmentarzu. Umarła. Tak. Teraz
jesteśmy z mamą same. Rodzina się na nas wyparła, bo uważają, że źle się babką
zajmowałyśmy. Ty wiesz, jak było. Nocki zarywałyśmy, żeby nad nią czuwać. Mama
się tak poświęcała dla niej, a teraz tak jej się odwdzięczają. No, ale sam
mówiłeś, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu, co nie?
Wracam z Matthew do domu. Muszę mu podziękować jakoś. Wiesz jakie to
ciężkie? Może minie ten ból. Przynajmniej mam nadzieję. Nie jestem pewna czy go
kocham jeszcze. Z pewnością boję się zaryzykować.
Żegnaj! Przyjadę za tydzień.
- Idziemy? - spytałam
- Pożegnałaś się?
- Tak. – chwyciłam go za rękę
- To wracajmy, bo się ściemnia.
Nagle kolana mi się ugięły i poczułam, że ktoś uderza mnie
czymś ciężkim między łopatkami. Zrobiło mi się przed oczyma ciemno. Upadłam na ziemie.
Powoli mój oddech zwalniał, aż zupełnie straciłam świadomość.
„Matthew! Matthew!” – zawołałam
łapiąc ostatni oddech.
Hej :)Postanowiłam, że zostawię komentarz pod najnowszym postem. Wszystko ciekawie się zapowiada i od razu mówię, że ja na miejscu Leny walnęłabym Matthew w twarz, ale może jestem po prostu agresywna. :P Uwielbiam Josepha (oczywiście nie tylko za imię :P)mam nadzieję, że zostaną dobrymi przyjaciółmi. Może uda mu się ją pocieszyć po niezbyt miłych przeżyciach. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, twoja Lexi. :)