wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział III. Szpital i pierwsze wspomnienia.

http://www.youtube.com/watch?v=1lyu1KKwC74

Otworzyłam powieki. Odczułam ciepło na twarzy w odróżnieniu od reszty ciała. Pojęłam dopiero po kilku dłuższych chwilach, że prawdopodobnie jestem w szpitalu. Coś sączyło się z worka nad moją głową. Światło mnie raziło i czułam się, jakby ktoś przywiązał mnie z całej siły do łóżka. Miałam problem z zaczerpnięciem powietrza. W sali byłam tylko ja, a tak przynajmniej mi się wydawało. Naszło mnie teraz wiele niewyjaśnionych myśli z wczorajszego wieczora. Pamiętam, że byłam na cmentarzu. Towarzyszył mi mój były. Tylko co było dalej?! Czemu tu wylądowałam?! Zaczęłam panikować i łzy płynęły. Bałam się, że za chwilę wpadnę w depresję, która już zupełnie mnie rozklei. Kurczę .. a gdzie jest Matthew? Nie ma go tu, czyli co?

- Lena? Śpisz?
Tak to był jego głos. To znaczy, że sama w sali nie jestem. On żyje. Jestem taka szczęśliwa. Natychmiast odwróciłam się w jego stronę.

- Nie, nie śpię. Cieszę się, że tu jesteś. Wszystko w porządku, Matthew? Co Ci się stało w rękę? Co z Twoją twarzą?
- A to ... to nic. Lekkie zadraśnięcia, a ręka trochę się stłukła. – powiedział z uśmiechem
Wiedziałam, że jest coś nie tak. On zawsze był taki. Nigdy nie chciał żebym się martwiła.
Zachowuję się okropnie. Zdradził mnie, a ja? Najchętniej przytuliłabym się do niego, jak za dawnych czasów. Obiecałam, że mu wybaczę, ale chyba nie potrafię.  
Pamiętam, jak pierwszy raz się spotkaliśmy, jakby to było wczoraj. Wszystkie myśli, wszystko pamiętam.

Był słoneczny, ciepły poranek. Połowa drugiego semestru drugiej klasy licealnej. Wszystko wokół było tak magicznie piękne. Pójście do szkoły to zły pomysł. Zmarnować tak piękny dzień? Niewybaczalne. Zabrałam się za przygotowanie śniadania. Tata jeszcze spał, a mama szykowała ubrania do pracy.
Zjadłam kanapkę i wypiłam dużą kawę. Rodzina mówi, że nie powinnam jej pić, ale już trochę się uzależniłam. Jeśli coś sprawia mi przyjemność to sobie tego nie będę odmawiać. Długo na tym świecie nie pożyję.
Niechętnie wkładam drugie śniadanie do plecaka wraz z książkami i piórnikiem. Nienawidzę szkoły. Odbiera mi chęć do życia. Czasami czuję taką bezsensowność chodzenia do niej.
Mama Carmen już czekała przed furtką na mnie. Zawsze mnie „zbierają” do szkoły i zawożą samochodem. Jestem im za to wdzięczna, bo rano nie mam siły nigdzie iść. Nawet do toalety, ale z wiadomych przyczyn muszę to robić.

- Hejka, Carmen! Dzień dobry, proszę pani!
- Hej, Lena! Chodź szybko, bo nie zdążymy! Za późno wyjechałyśmy!
- Dzień dobry, dzień dobry! Jak poranek? – spytała mama Carmen, kiedy wsiadałam do samochodu
- A wszystko w porządku. Trochę ciężko było się pozbierać, ale jakoś dałam radę.
- A jak mama? – Carmen milczała, ale jej mama brnęła dalej
- Chyba dobrze. Minęłam ją w toalecie, więc nie rozmawiałyśmy długo.
- Rozumiem. A ojciec? Znowu był na wieczornej zmianie?
- Tak, wrócił o 4:00. Słyszałam, jak puścił wodę w prysznicu.
- Pozdrów ich. Dawno już się nie widzieliśmy.

Nastała cisza. Czułam się przytłoczona myślami o swojej rodzinie. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym aż tak głęboko. Tyle im zawdzięczam, a nigdy nie podziękowałam.
Zza zakrętu widać było już duży budynek na zewnątrz w stylu rokoko, a w środku zwyczajnie – jak w szkole. Można powiedzieć, że wręcz nowocześnie, za co nienawidziłam projektantów. Przed budowlą mieścił się placyk z małym „rondkiem” zieleni. W środku stała duża fontanna. Śliczna i niezwykła. Zawsze przy niej przesiadywałam czekając na zajęcia pozalekcyjne. Mogłam czytać, słuchając „spadającego wodospadu”. Coś niesamowitego.

- Carmen przyjdź dzisiaj punktualnie! Ciocia przyjeżdża z Arthurem i  Jamesem! A Tobie Lena życzę udanego dnia i nie zapomnij pozdrowić rodziców. – powiedziała mama mojej przyjaciółki, kiedy wychodziłyśmy z samochodu
- W porządku, pozdrowię. Dziękuję i pani także życzę udanego dnia. – odpowiedziałam
- Mamo postaram się być punktualnie, ale nie odpowiadam za kierowcę, który ciągnie się i ma na liczniku 20 km/h. – powiedziała Carmen z ironią

Wolałam się ulotnić i nie być biernym uczestnikiem rozgrzewającej się kłótni między córką, a matką. Pożegnałam się i powiedziałam przyjaciółce, że poczekam na nią przy fontannie. Od dłuższego czasu było coś między nimi nie tak. Carmen mówiła, że ma jej dosyć i chyba ucieknie.
Mimo wszystko kłótnia tak mocno się rozpętała, że wszyscy na placyku ją słyszeli.

- Carmen! Nie pyskuj! Postaraj się być, bo inaczej …
- Bo co? Mamo przecież wiesz, że James … - przerwała Carmen swojej mamie
- James, James, James … Wiem, że Ci się nadal podoba! Zerwaliście, ale co mnie to obchodzi?! Masz być i koniec! Ciocia i Twój kuzyn Arthur będą źli! – krzyczała „na cały regulator”

http://www.youtube.com/watch?v=hN5X4kGhAtU
Carmen ze łzami w oczach pobiegła w stronę wejściowych drzwi szkoły. Po drodze upuściła kilka zeszytów, które pospiesznie zebrałam. Biegłam za nią.
- Carmen czekaj! Zatrzymaj się! Carmen! Do cholery!! – wrzeszczałam
- Zostaw mnie! Chce być sama! Nie masz takiej matki to mogłabyś sobie odpuścić i nie litować się nad „biedną i pokrzywdzoną” – odpowiedziała ironicznie, ale ze wściekłością

Zatrzymałam się, bo wiedziałam, że dalsza „pogoń” nie ma sensu. Zezłościłaby się jeszcze bardziej. Sama wiem, jak to jest. Niby mam idealnych rodziców, ale są jeszcze inni na tym świecie … Często mam ochotę zamknąć się w pokoju i nie wychodzić.
Pójdę do niej za chwilę. Pewnie siedzi w kiblu. Od przedszkola tak robiłyśmy i nadal robimy. To właśnie Carmen najdłużej znam i czasami czuję, że ma mnie już dosyć. W końcu to 12 lat znajomości.
Siedziałam długą chwile na ziemi przy szafkach. Nawet dłuższą chwile niż myślałam. Poszłam spokojnie w stronę damskich toalet. Otworzyłam zielone, drewniane i podniszczone drzwi. Stanęłam, jak wryta. Carmen stała bez ciuchów, bez majtek i stanika. Cała naga.

- Co ty robisz? – spytałam trochę przerażona
- Nago lepiej mi się myśli. - zażartowała

Zaczęłyśmy się śmiać. Byłyśmy tak głośno, że do ubikacji wszedł nasz nowy nauczyciel historii, pan Jason. Był nieziemsko przystojny, młody, ale i szalony. Kiedy zobaczył nagą Carmen, pospiesznie zamknął drzwi i tylko usłyszałyśmy:

- Panno Carmen proszę się przyodziać. Jak można tak chodzić po szkole?
- Ależ panie profesorze, czy jestem pierwszą nagą kobietą w pana życiu?
- To nie jesteś śmieszne, Carmen!
- Uuu … Po imieniu! Ale romantycznie! – powiedziałam z zachwytem

Czułyśmy się, jakbyśmy przed chwilą wróciły z imprezy. Upite, naćpane i niewyspane. Za to kochałam moje przyjaciółki. Nigdy nie było z nimi nudno.

- Lena … myślałem ..
- Ej, ej. Nie przystawaj się do mojej przyjaciółki. – odpowiedziała Carmen

Poczułam się teraz zażenowania. Lubiłam pana Jasona. Był naprawdę miły. Świeżo po studiach, a pracował z taką pasją z młodzieżą. Chodziłam do niego na zajęcia. Na początku wydawało mi się, że to nie dla mnie. Zbyt drętwo, poważnie. Dopiero po dwóch spotkaniach zaczęłam się udzielać i doszłam do wniosku, że to najlepsze zajęcia pozalekcyjne!

- Panno Carmen .. takie żarty są nie na miejscu. Za chwilę rozpoczną się zajęcia. Proszę się ubrać, jak na człowieka przystało. Obiecuje, że nie powiem nic nikomu. Mam nadzieję, że ostatni raz takie coś miało miejsce w tej szkole z waszej strony.

Odszedł. Byłam zażenowana jeszcze bardziej niż przed chwilą. Pan Jason … on mnie lubił.
- Dobra. Lena wstań i pomóż mi zapiąć stanik. Szybko! Muszę zdążyć na francuski, a ty na historię. Szczerze? Współczuje Ci. No, ale w końcu wybrałaś język niemiecki.
- Och, Carmen. Co ja z Tobą mam …

Wyszłyśmy z toalety po kilku minutach. Na szczęście była jeszcze przerwa. Pożegnałam się z przyjaciółką i pobiegłam na drugie piętro do sali nr 21. Tam miała odbyć się moja najgorsza historia z panem Jasonem.
- Witajcie młodzieży! Powitajcie nowego ucznia naszej szkoły. Oto Matthew Davis.
- Dzień dobry! – odpowiedzieliśmy chórem
- Siadaj Matt na dowolnym, wolnym miejscu. Moi drodzy, dzisiaj naszym tematem będą … erotyka i seks w starożytnym Egipcie.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja cała czerwona byłam myślami w scenie dzisiejszego poranka.
- „Czy starożytni Egipcjanie byli wyuzdani, czy wręcz przeciwnie, pruderyjni? Jaki był ówczesny ideał piękna? Czy pornografia już wtedy istniała?” – czytał z wydrukowanej kartki

Znowu wybuchła wrzawa. Chciałam schować się pod stołem ze wstydu, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić.
- Otóż … w starożytnym Egipcie seks był postrzegany jako coś szczególnego. Był obdarzony niebywałą tolerancją. Mężczyzna odgrywał główną rolę. Można uznać, że było tak zawsze zanim pojawiły się feministki. – zażartował, ale mu nie wyszło

Dziewczyny z naszej klasy założyły klub feministyczny. Nie wiem czemu służył, ale było to raczej na pokaz. Każda klasa coś robiła. Nasza? Zupełnie nic. Byliśmy aspołeczni.
Pan Jason kontynuował wykład trochę zażenowany swoją „pomyłką”:
- Mężczyzna, więc górował wraz ze swoim punktem widzenia nad partnerką. Związki małżeńskie były monogamiczne, jednak zdarzało się, że faraon, czy też arystokracja mieli więcej niż jedną żonę. Żonaty mężczyzna bez żadnych konsekwencji mógł posiadać inne partnerki, natomiast cudzołóstwo jego żony mogło zakończyć się rozwodem lub jej śmiercią. Mężczyźni bez większych problemów mogli otrzymywać rozwód, musieli jednak zapłacić za to odszkodowanie swoim żonom. Kobiety nie miały takich praw. Egipskie małżeństwa na ogół były zawierane w młodym wieku. Kobiety wychodziły za mąż między 12, a 14 rokiem życia, a mężczyźni żenili się między 15, a 17 rokiem życia. Mężczyźni rozpoczynali współżycie wtedy, gdy odczuwali taką potrzebę. Bardzo często ich pierwszą partnerką była niewolnica. Dosyć popularną pozycją współżycia była tzw. pozycja odwrotna (kobieta leży na mężczyźnie).

W tym momencie chłopcy „zwijali się ze śmiechu”. Nie mogąc nabrać powietrza do płuc, dusili się z rozbawienia. Pan Jason nie przestawał.
 - W Starożytnym Egipcie znane były częste przypadki obrzezania chłopców oraz związki kazirodcze (głównie wśród faraonów i arystokracji). Zwyczaj ten był uzasadniony religią, ponieważ Izyda poślubiła swojego brata Ozyrysa.

Nagle ktoś krzyknął z końca sali:
- Ej, Matthew! A jak tam twoja siostra, Muriel? – powiedział ze śmiechem

Co?! Muriel ma brata?! A no fakt! Coś mówiła o chłopaku, który jest jej bratem, a dowiedziała się o tym dokładnie dwa dni temu. Napisał do niej na komunikatorze. Nie ufała mu, ale wspomniał wiele faktów, o których wie tylko najbliższa rodzina. Nie wiedziałam, że miał się przenieść do naszej szkoły. Wiadomości w szkole za szybko się roznoszą ... Ten chłopak - dzisiaj dowiedziałam się, że to Matt - i Muriel są bliźniakami, chociaż zupełnie inaczej – z tej perspektywy - wyglądają. Matt ma czarne włosy i brązowe oczy. Jest nawet przystojny. Muriel wspominała coś o tym, że kobiety za nim się uganiały w jego ostatniej szkole, ale on je olewał. Nowy uczeń w nowej szkole i już ma „zapisane papiery” przez bandę nieudaczników z naszej klasy. Koszmar!

http://www.youtube.com/watch?v=RF0HhrwIwp0
- To materiały z Internetu oparte o różne książki. Co sądzicie? – spytał pan Jason


Nastała cisza. Nikt się już nie śmiał. Pewnie nikt nie chce nawet mówić publicznie o seksie, bo mimo wszystko to wstydliwe.
- Może … Lena! O, właśnie! Co sądzisz?

Teraz to dopiero myślałam, że spłonę ze wstydu. Wszyscy wlepiali we mnie oczy i czekali na odpowiedź. Nie mogłam z siebie niczego wydusić. Za bardzo mnie ten temat krępował. Szczególnie przy panu Jasonie.
- No cóż .. Czytałam kiedyś, że … - zaczęłam się jąkać – seks był zaleceniem lekarskim.
- Tak? Powiedz coś więcej, proszę. To bardzo ciekawe, a może nawet zarobisz ocenę za aktywność.
- Więc … Na przykład zalecano zamężnym kobietom, których mężowie wyjechali na wojnę, aby znalazły sobie na ten czas kochanka. Nikt nie czynił z tego skandalu. Była to normalna praktyka, zalecana przez medyków.
- Ciekawe, ciekawe .. Coś jeszcze?
- Podobnie wyglądała jeszcze kwestia seksu przedmałżeńskiego. Nikt nie przejmował się wybrykami młodzieży uprawiającej seks w spichlerzach, czy nawet w sypialniach pod okiem rodziców.  Kontakt erotyczny pomiędzy młodymi uważano za całkowicie naturalny.


- No, no! Bardzo dobrze. A skąd to wiesz? – spytał nauczyciel
No i co miałam mu powiedzieć? Czytałam o tym artykuł, ale wszyscy pomyślą, że fascynują mnie pornole i erotyka. Taką miałam prostacką klasę.

- Yyy … Kiedyś widziałam w telewizji program o życiu Egipcjan i wspominali o seksie. Byłam też na wykładzie na ten temat.
- Interesuje Cię to? – spytał
- Nie, nie! Ja seksu nie lubię!

Wszyscy wybuchli śmiechem. Jak ja coś palne to …

- Ej, cisza! Nie naśmiewajcie się z osób ambitnych, prostaki! Lena dziękuję za odpowiedź. Piątka z aktywności.

Zadzwonił dzwonek. Wybiegłam z klasy, jak oparzona. Wszyscy zerkali na mnie ukradkiem i po cichu sobie coś szeptali. Podszedł do mnie David, największy dupek z klasy.

- No Lena, Lena … Jakie zainteresowania. Piątka za aktywność? Pan Jason pewnie bardzo Cię lubi. Ciekawe za jaką aktywność?
Zaczął ocierać się o moje biodra. Natychmiast go odepchnęłam. Ten chwycił mnie za tyłek i szyje. Zaczęłam krzyczeć.

- Puść mnie! PUŚĆ!
- Uspokój się, maleńka. – powiedział z szerokim uśmiechem

W tym momencie ktoś do nas podbiegł i usłyszałam tylko mocne uderzenie. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Upadłam na ziemie i kręciło mi się w głowie. Szyja bolała mnie od uwolnionego ucisku. Czułam, jak podana zostaje mi dłoń. Dotknęłam jej i objęłam z całej siły. Ktoś mnie podciągnął i stanęłam na równe nogi. Dalej nie wiedziałam, co się dzieje. Było mi słabo i oczy mnie piekły.

- Wszystko w porządku?

To był chłopak, ale nie słyszałam nigdy jego głosu wcześniej. Może ktoś z młodszych klas?

- Ałć! Chyba tak …
- Na pewno? Nie wyglądasz najlepiej. Zawołam pielęgniarkę, co?
- Nie, nie trzeba. Dziękuje. Zaraz przejdzie. Mogę gdzieś usiąść tylko?
- Jasne, chodź. Tam jest ławka.

Usiadłam. On też.

- Kim jesteś?
- Matt Davis.
- Ach, no rzeczywiście. Przepraszam, że cię nie poznałam.
- Nic nie szkodzi. A Ty?
- Ja Lena Evans. Jesteś bratem bliźniakiem Muriel, prawda? – wypaliłam
- Hmm .. no tak. Jestem. Znaczy mam inne nazwisko, bo trafiłem do innej rodziny. Ogólnie papiery po urodzeniu zostały zafałszowane. Nikomu to nie przeszkadza. Chciałem tylko, żeby Muriel o mnie wiedziała.
- No cóż. Nie wiem czy to dobre posunięcie. No, ale lepiej teraz niż później.
- Racja. W twoich oczach widać jakąś taką troskę czy coś. Chyba za dużo powiedziałem, ale wydajesz się być osobą godną zaufania.

No i tak właśnie się poznaliśmy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz