środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział I. Nazywam się Lena.

Oto pierwszy rozdział. Dedykuję go wszystkim moim znajomym. Ostrzegam i jednocześnie przepraszam za wszystkie przekleństwa pojawiające się w tym rozdziale. :)

 
***
- Lena, wstawaj! Spóźnisz się na autobus! Masz wykłady dzisiaj z prawa cywilnego. Musisz zdążyć! Chyba, że nie zależy ci na zaliczeniu semestru? 
- Mamo, daj chwilę! Proszę! Jestem w rozsypce jeszcze. Zrobisz mi kawę i kanapkę na drogę?
- Jasne. Pośpiesz się. Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz w końcu się pozbierać.
Tak. Mama wiedziała, że nie czuję się najlepiej i może nie jestem gotowa na wyjście do ludzi. Boję się spotkania ze znajomymi. Nie wiadomo, co po tak długim czasie Matthew …. Szkoda czasu na rozgrzebywanie przeszłości. Dzisiaj jest rocznica śmierci mojego ojca, więc powinnam ruszyć swój tyłek i coś zrobić.

***

Widać już uniwersytet. Zmierzę się w końcu z rzeczywistością po kilku tygodniach nieobecności. Jakie to chore i idiotyczne. Nie mam już nawet przyjaciół.
NIE! Już widzę go z prawej strony placyku. Matthew stoi, jak gdyby nigdy nic. Jak się zachować? Lepiej wezmę z torebki rękawiczki i szalik, bo chłodno. Jest zima. Tak, jak w moim śnie. Sen?! Znowu to samo... wciąż to samo.
 Za 2 tygodnie mam egzaminy. Muszę się skupić na nauce. W końcu chciałam być prawnikiem... ale czy nadal chcę? Wychodzę z samochodu, zamykam drzwi kluczykami i idę wzdłuż placyku. Mam minę neutralną. Byleby nie zauważyli, że wróciłam. A jednak! Widzą. Patrzą się. Zaczynam biec. Biegnę, biegnę ….

- Uważaj jak chodzisz! – krzyknął oburzony student, na którego właśnie wpadłam
- Przepraszam. Nie chciałam, naprawdę. Jest mi strasznie głupio. Odkupię ci tę kawę, co?
- Nie. Myślę, że nie trzeba. Nowa? – rzekł i uniósł prawy kącik ust w górę
- Nie do końca. Po długiej przerwie. – odpowiedziałam neutralnie
- Jakie studia? 
- Prawo. A ty?
- Joseph Degas. Prawo.
- Miło mi. Lena Evans. – odrzekłam lekko za0wstydzona i skonsternowana
- No, więc to mamy już za sobą. Miło mi również. – powiedział z szerokim bananem na ustach
- Eee … spieszę się, więc wybaczy mi Pan?
- Przecież zajęcia odbywają się dopiero za 30 minut. Może poszlibyśmy do kawiarni? Tu za rogiem jest świetna. Mogłabyś się w ten sposób zrekompensować za kawę.
- W porządku. – odpowiedziałam bez przekonania
- To chodźmy.
Co za typek. Wolałabym, żeby mnie dzisiaj nie widzieli. Po tym wszystkim .... Tylko ile można się ukrywać? Wiem, że nigdy mi nie będzie łatwo nawiązać kontaktów. Muszę się z tym zmierzyć kiedyś, ale może nie teraz? Zaczynam panikować.

- Nie widziałem cię wcześniej. Jesteś na drugim roku, prawda? Ja na trzecim, ale chodzę na zajęcia z drugiego, bo niektóre sprawy mnie interesują bardziej. W tym roku jest więcej nowych profesorów, więc trzeba korzystać.
- Tak, na drugim. To prawda. Wiele się pozmieniało. – powiedziałam niechętnie
- Jesteś małomówna. Coś się stało? Jesteś zła, że cię wyciągnąłem? Nie martw się. Jestem gejem. Nie żadnym zboczeńcem.
W tym momencie poczułam się dość zaskoczona. Jaki facet takie rzeczy mówi wprost? Chyba go polubię. Jest idealnym przyjacielem dla desperatki po przejściach.

- Cóż … Nie jestem zła. Miło, że nie jesteś kolejnym natrętnym … - starałam się być miła
- Nie jestem. Zależy mi na przyjaźni. Okłamałem cię z początku. Znam cię bardzo dobrze. Do niedawna byłem przyjacielem Matthew. Stąd cię znam.
- O Matko! Nie … proszę. Nawet nie mów, że … - odpowiedziałam z oburzeniem
- Nie! Już się nie przyjaźnimy! Za to ja zostałem sam i ty także, więc pomyślałem, że moglibyśmy spędzić trochę czasu wspólnie. Wiem, że jest ci ciężko. Matthew to był kawał skurczybyla! Rok młodszy ode mnie, a taki wyszczekany. Uśmiechnij się, proszę.
- Ja … ja … nie wiem, co powiedzieć.
- Nic nie mów. Uśmiechnij się. – rzekł obejmując moje ramiona i przyciągając do siebie
Weszliśmy do kawiarni. Było w niej ciepło, miło. Miała dwa poziomy. Czyste szyby i widok na zimowy park to coś niezwykłego. Stoły z mocnego, ciemnego drewna. Śliczne obrazy i niezwykłe lampy. Wszystko utrzymane raczej w ciemnej kolorystyce, ale czułam się tam, jak w niebie. Barmanka stała w niebieskiej sukience i czyściła filiżanki. Niesamowita była tak kawiarnia, która okazała się być po części barem. Mimo wszystko jej urok nie zaćmił napis „bar” na środku lady.
- W porządku. Więc znasz Matthew ... co oznacza, że trudno będzie mi zaufać Tobie. Mam nadzieję, że mówisz prawdę. Ostatnio przeżywam koszmar, dobrze wiesz. Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, więc nie zepsuj mi go, ok?
- Jasne. Cappuccino?
- Poproszę.
- Dwa razy cappuccino. – powiedział do barmanki zza lady, która szybkim i zwinnym ruchem zabrała się za przygotowywanie kawy
Jest dziwnie. Nawet bardzo. Obawiam się, że Joseph mnie oszukuje. 
 
- Usiądź. Ja wezmę saszetki z cukrem. Słodzisz?
- Nie. Cukier jest niezdrowy. Chociaż faceci używają go zbyt wiele, a na niezdrowych nie wyglądają. - roześmialiśmy się oboje
- W porządku. Poczekaj chwilę.
Najchętniej objęłabym go i wypłakałabym mu się na ramieniu. Nie mam żadnych przyjaciół. Jest gejem - o tyle czuję się bezpiecznie. No, ale może to kłamstwo? Warto sprawdzić.

- Miałabyś ochotę do mnie jutro przyjść na kolację? - spytał, trzymając w ręku cukier
- Wiesz … nie wiem, jak moja mama …
- Rozumiem. Po prostu matka przyjeżdża z Francji i szykujemy z tatą, i bratem kolację powitalną. Już dawno ze sobą nie są, ale mama przyjeżdża na kontrolę. Potrzebowalibyśmy damskiej dłoni do pomocy i ogarnięcia kulinarnej strony wieczoru. Pomogłabyś? Przepraszam, że z takim czymś ci tu ... ale nie mamy nikogo, kto by nam pomógł.
- Nie no, ok. Jasne, że pomogę. Dam ci znać dzisiaj wieczorem. 
- To moja wizytówka. Możesz zadzwonić.
- Dobrze. – odpowiedziałam z nutką niepewności
- Kolację planujemy na 18:00.
- Zobaczę, co da się zdziałać. Na razie niczego nie obiecuję.
Nastała kilkuminutowa cisza. Czułam się świetnie. Kawa rozgrzała mnie i do tego mogłam zachwycać się urokami widoków za szybą. Barmanka podśpiewywała piosenkę The Cookies, która leciała z radia. Zespół dopiero, co odkryty przeze mnie, a osiągnął już taką sławę.
- Wielkie dzięki, Lena. Poznałabyś może nawet mojego brata! Nie jest największym ciachem, ale może ..
- Wybacz. Nie mam ochoty na żadne związki.
- Spoko. Matthew zachował się okropnie i żałuje, że miałem z nim coś wspólnego.
- Idziemy już na uniwerek? Nie chce o nim gadać, a tym bardziej o tej relacji z nim.
Popatrzyliśmy na siebie. Było mi głupio. No, ale co miałam mu powiedzieć? Właśnie skończyłam kawę i zamierzałam, jak najszybciej się ulotnić. Nie miałam czym się zająć, a miętolenie w rękach serwetek jest debilne.  W ogóle co ja z nim tu robiłam? Wcale się nie znamy, a chce mu już w domu pomagać. Jestem nienormalna!! Och … wiem … doskwiera mi potrzeba przebywania z drugim człowiekiem.

-  W gorącej wodzie kąpana, zgadłem?
- Można tak powiedzieć. Lubię być punktualna.
- No to super! Gej z perfekcyjną 20-latką.
- Masz siłę żartować? Podziwiam. Znając Matthew nieźle musiał ci dokopać. – znowu zaczęłam głupia temat
- Nie do końca zgadłaś. Ja postanowiłem z nim zerwać wszelkie kontakty po tym, co ci zrobił.
- Mhm … książę na białym rumaku? – odrzekłam lekko zalotnie, chociaż wiedziałam, że jest gejem i chyba dlatego to zrobiłam
- Blisko, blisko. Przecież widzę, co się z tobą dzieje. Miałem nadzieję złapać cię na jakimś komunikatorze czy coś, ale zaszyłaś się w swoim mieszkanku.
- Myślisz, że warto byłoby wyjść do ludzi od razu? Pokazać się jako mała cierpiętnica i być wyśmiewana za każdym rogiem ulicy?
- Myślę, że mogłaś się do kogoś odezwać.
- Akurat. Według ciebie to łatwe? Wiesz ilu straciłam znajomych? – odpowiedziałam dość niegrzecznie
- Wiem, jestem okropny. Po prostu było mi ciebie żal, bo Matthew już od pewnego czasu zachowywał się dziwnie. Wręcz nie do zniesienia. Nie wiedziałem, że u ciebie aż tak źle.
- Da się przyzwyczaić. Wszyscy mają cię w dupie. Tracisz znajomych w ciągu sekundy, a tu nagle w pierwszy dzień powrotu na uniwerek z prezentu wyskakuje gej, który proponuje przyjaźń. Moje życie jest szalone.
- Przepraszam. Nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Po prostu jest mi przykro. On był moim przyjacielem, a jak już wspomniałem zachował się, jak zwykły ...
- Dobra, nie roztrząsajmy tego. Wracajmy. - przerwałam mu
- W porządku. – rzekł lekko zasmucony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz