czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział II. Suzanne.

Jest wspaniale. Jego dłonie są wplecione w moje. Czuję jego oddech na prawym obojczyku. Zakłada na moje ramiona koc. Kiwam głową i całuję go w ciepły policzek. Tyle mu zawdzięczam. Jest przy mnie w tych trudnych chwilach. Podaje mi kubek ciepłej, malinowej herbaty – moja ulubiona. Jest niesamowicie. Mogę poczuć zapach jego perfum, które sama kupiłam mu na Boże Narodzenie. To miło, że mnie docenia. Kocham go. Znów mnie obejmuje, a ja tylko mogę mu się oddać z wzajemnością.
 
Moment! Gdzie ja jestem? Kim on jest?
 
- Spokojnie. Lena, spokojnie. Jesteś u mnie. Spokojnie.
- Joseph? Co się dzieje?! Co ja to robię?! Dlaczego?!
- Jesteś u mnie w pokoju. Zasłabłaś nagle po zajęciach. Przywiozłem cię do siebie, bo nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz.
- Dzwoniłeś do mamy?
- Nie. Wiedziałem, że nie chcesz jej zamartwiać.
- Dzięki. Jesteś kochany. – wymsknęło mi się przez przypadek
- Kochany? Mhmm. Teraz żałuje, że jestem gejem. – zażartował, ale po chwili spoważniał - Przyszedł niespodziewany gość.
- Kto?! – krzyknęłam
- Nie krzycz, proszę. Wiem, że to zły moment …. to Matthew. – odpowiedział Joseph
- Co?! – zaczęłam się dusić własnym powietrzem
- Uspokój się. To on cię znalazł na korytarzu. Wiem, że jest dupkiem, ale chciał się z tobą zobaczyć.
- Przepraszam. Rozumiesz, że nie mam ochoty? – odrzekłam najmilej, jak potrafiłam
- Rozumiem, ale on cię uratował. Nie powinnaś coś powiedzieć, na przykład podziękować? Nie wiem. Ja jestem gejem. Dla mnie takie związki, jak Wasze są zbyt trudne.
- On nie wie, gdzie mieszkam? Nie zatruwałabym życia innym. Nie mógł ci powiedzieć? Dobra. Trzy minuty. Wpuść go. – powiedziałam bez zastanowienia, czego jak się potem okazało nie żałowałam

Wszedł. Oto mój były.
Trzy tygodnie temu mieliśmy się pobrać, a on? Wyjechał dwa tygodnie przed. Potem otrzymałam zdjęcia z jego niewinnego wyjazdu. Suzanne? "Ostra" laska. Ładna, szczupła blondynka. Nie to, co ja. Upokorzył mnie. Jak się potem okazało, wszyscy moi znajomi znaleźli to zdjęcie na jego Twitterze. To były najgorsze chwile w moim życiu.
Dzień przed otrzymanymi na maila zdjęciami, umarła mi babcia. Nie chce tego rozpamiętywać. Naprawdę.

- Hej, Len. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Boli cię coś? Odezwij się!
- Nie mów tak do mnie! – wrzasnęłam
- Wybacz. Nie mogę ci tego teraz wyjaśnić, bo … - odpowiedział ze skruchą w głosie
- A co tu do cholery jest do wyjaśniania?! Zostawiłeś mnie i potraktowałeś, jak ... Do dzisiaj wstydzę się wychodzić na miasto! Dobrze wiesz, że wszyscy wiedzieli o naszych planach …
- Przepraszam. Suzanne … - rzekł i twarz mu posmutniała

Przypomniały mi się wszystkie jego małe zmarszczki na czole.

- Zostaw mnie! Mogłeś mnie nie ratować.  – mówiłam cała roztrzęsiona, ale każde słowo raniło mnie i jego o wiele bardziej niż myślałam
- Lena, kochanie to emocje. Spuść trochę. Musimy porozmawiać o tym, co się wydarzyło.
- Do cholery, nie mów tak do mnie!! Nie zamierzam z tobą już o niczym …

Zaczęłam płakać. Byłam tak zdesperowana. Babcia, zdjęcia, rocznica śmierci ojca …
- Lena …
- Proszę, idź. – pojawiły się łzy, jak duże krople deszczu
- Nie mogę. Muszę się tobą zaopiekować. W końcu zachowałem się niepoprawnie.
- Niepoprawnie?! Zejdź mi z oczu. Uwierz, możesz już iść. Joseph jest ze mną.
- Przecież to gejas … - odrzekł z szerokim uśmiechem
- No i co z tego?! Jest o wiele lepszy od ciebie. Łysego, skończonego dupka!
- Nie jestem łysy … - próbował rozluźnić sytuacje, ale ja nie dawałam za wygraną
- Idź! Więcej mi się na oczy nie pokazuj!

Miałam go już dosyć! Zaczęłam ostro przeklinać i czułam, że to takie kiczowate, ale nie potrafiłam inaczej zareagować.

- To będzie trudne, bo razem studiujemy.
- Matthew … nie utrudniaj.
- Z Suzanne już nie mam nic wspólnego. Zerwaliśmy kontakty po tym wszystkim, co się tutaj wydarzyło. To ona wstawiła te zdjęcia. Ja .. nawet jej nie kochałem. Z kumplem pojechaliśmy na kilka dni, żeby się rozerwać.
- Przed ślubem? – mówiłam i łkałam
- Len, przepraszam. To miała być forma wieczoru kawalerskiego, bo obiecałem sobie, że kilka dni przed naszym ślubem zajmę się naszą podróżą poślubną i innymi niespodziankami dla ciebie.
- Skąd miała Twoje hasło? Skąd to wszystko … - nie potrafiłam opanować łez
- Sama się domyśliła, bo jej opowiadaliśmy o ślubnych planach i naszych związkach. Przecież hasłem było Twoje imię i rok, w którym się poznaliśmy.
- Jakim prawem … Jak mogłeś?! Matthew … już za późno. Dobrze o tym wiesz. – mówiąc to zrobiło mi się przykro, bo Matt dalej dla mnie wiele znaczył
- Śnię ci się, prawda? Przytulam cię, całuje, obejmuje. Czujesz się nieziemsko przy mnie i bezpiecznie.
- Skąd wiesz?! – krzyknęłam trochę skonsternowana

Nastała cisza. Byłam tak zdziwiona tym faktem. Czyżby czytał w moich myślach? Właził mi do głowy, jak jakiś zasrany robal?
- Joseph powiedział, że krzyczałaś moje imię przez sen.
- Matthew to nie ma związku. To dla mnie ciężki okres.
- W porządku. Twój tata … rocznica śmierci, prawda? Ubierz się i podrzucę cię na cmentarz.
- Pamiętałeś? Jeszcze? Przecież ja nic dla ciebie już nie znaczę. Po co sobie zaśmiecasz takimi faktami swoją mózgownicę?
- Lena, jesteś dla mnie ważna. Wiem, że już nigdy nie będzie tak, jak wcześniej. Chciałbym ci to wszystko wyjaśnić, ale nie mogę i nie potrafię. Chodźmy już.
- Mam nadzieje, że przynajmniej postarasz się mi to wyjaśnić. Chcę ci to wybaczyć. Nie jestem z tych, które swój gniew przetrzymują latami. Wiesz … nie zapomnę nigdy naszych wspólnych chwil.
- Ok. Rozumiem. A myślisz, że mielibyśmy szanse później? – powiedział ze smutkiem

No i co ja mam mu teraz powiedzieć?

- Raczej nie. A nawet jeśli to … - tak bardzo mnie to bolało
- Dobrze. Chodźmy.
- Matthew … nie przestałam cię kochać, naprawdę. To chyba stąd te niewyjaśnione sny. – pomyślałam głośno
- Ja też o Tobie śnie, ale - jak mówiłaś - już za późno.
- Chyba tak.

Dlaczego nie powiedział mi tego od razu? Jego ojciec dzwonił do mnie kilka razy. Nie odbierałam, bo znam jego tatuśka z opowiadań. Ma 40 lat i jest najmłodszym ojcem studenta na całym uniwerku z naszego rocznika. Zostawił Matthew i jego rodzeństwo, kiedy mój były skończył 18 lat. Matka natomiast popadła w depresje i siedzi w psychiatryku od 2 lat. To dlatego tak dobrze z Matthew się rozumiałam. Oboje mieliśmy ciężko. Wspieraliśmy się i nasza miłość …

***

http://www.youtube.com/watch?v=6Ejga4kJUts

Byliśmy przy cmentarzu. Matthew zaparkował. Wysiadłam z samochodu i zastanawiałam się, co ja z nim tutaj robię?

- To tutaj. Mam iść z Tobą? Nie chce się narzucać. W końcu to rocznica …
- A mógłbyś ze mną pójść? Nie chce sama tam stać. – grzecznie spytałam
- Masz rację. Tata nie chciałby widzieć cię samą i nieszczęśliwą.
- Zgadza się. – odpowiedziałam i pomyślałam, że Matt dalej się o mnie troszczy
- Uśmiechnij się. Jestem tutaj. Nic ci się nie stanie. Mimo tego co się wydarzyło, nie pozwoliłbym by ktoś cię skrzywdził.
- Matthew .. – cicho rzekłam i ujęłam jego podbródek 
- Wiem. Przepraszam. Nie rozmawiajmy już o tym. Jeszcze tyle czasu przed nami.

Zdjęłam dłonie i przytuliłam się do niego. Znowu to poczułam … To, co we śnie.

- Chodźmy. Nie chce, żebyś chodziła w ciemnościach po starym cmentarzu.
Szliśmy przez kilka dłuższych odcinków drogi spoglądając na nagrobki. Jest pełno nowych, bo w mieście ostatnio grasuje morderca. Między innymi dlatego Matthew zapewniał mnie o tym, że nic mi się nie stanie. Nie ufam mu. Tym mordercą może być nawet on. Ma kilka motywów. W duchu zaczęłam się śmiać ze swojej głupoty.

Zastanawia mnie ta sprawa z mordercą. Zawsze atakuje w miejscach publicznych, pozostawia kosmyk włosów na czole poszkodowanego, ofiary mają siniaki na udach … Nie no! Bez przesady. Popadam w paranoję. To nie mój problem. Chociaż proszą mnie o asystę podczas procesu przygotowawczego. To stąd te przemyślenia.
- To grób Twojego ojca. Mama zamówiła msze za niego? – powiedział, gdy byliśmy już na miejscu
- Nie. Chyba nie. Zawsze ja to robiłam, ale ostatnio .. – odpowiedziałam zażenowana
- Rozumiem. Ojciec jest z ciebie dumny. Nie zależy mu na twojej ofiarności. Wystarczy, że widzi najzdolniejszą i najpiękniejszą kobietę przed sobą.
- Dzięki. O kurczę! Zapomniałam. Kupisz kwiaty i duży znicz? – spytałam, bo sama nie miałam ochoty stąd się ruszać
- Jasne. Poczekaj chwilę. Tu za rogiem jest kwiaciarnia znajomej mojej mamy.
- W porządku. – odrzekłam z szerokim uśmiechem

Nie wiem dlaczego w śnie krzyczałam imię Matthew. Ten mężczyzna, który ze mną był, chyba nie był nim. To zastanawiające. Chociaż .. sny są same w sobie dziwne. Nie ma czym się zamartwiać.

- Jestem. Udało mi się w ostatniej chwili kupić chryzantemy i róże, bo właścicielka już zamykała.
- Szybko załatwiłeś sprawę. Dzięki wielkie.
- Starałem się. Zapalę znicz, co? Takie ciemności już są, że nic nie widać. Tylko się poparzysz.
- Dzięki. Oddam ci kasę, jak wrócimy do mojego domu, ok?
- Nie ma za co. Kasą się nie przejmuj. Odwdzięczysz się kiedyś dobrą kawą albo coś.  – odpowiedział i przytulił do siebie

Tato!

Nawet nie wiesz, jak za tobą tęsknie. Myślę, że ty myślisz, tak jak i ja, że Matthew nie jest tym mordercą i znasz odpowiedź na wiele pytań. Położyłabym się tam obok ciebie, chociaż panicznie boję się trumien. Mama była dziś u ciebie, prawda? Widzę, że umyła grób. To miło z jej strony. Jest strasznie chora. Staram się jej pomagać, jak mogę, ale znasz ją. Uparciuch. Wszystko chce sama robić. Brakuje nam ciebie. Wiesz ile u mnie się dzieje? Ślub nie wypalił. Choć z pewnością o tym już wiesz. Nie jestem pewna czy Matthew mówi prawdę. Miejmy nadzieje, że tak jest. Jeśli nie, to skopię mu tyłek i wyślę do piekła. Znasz dobrze temperamencik córki z domu, co? Oj tatuś! Wróć do mnie.

Bardzo cię potrzebujemy.

Babcię wczoraj odwiedziłam na sąsiednim cmentarzu. Umarła. Tak. Teraz jesteśmy z mamą same. Rodzina się na nas wyparła, bo uważają, że źle się babką zajmowałyśmy. Ty wiesz, jak było. Nocki zarywałyśmy, żeby nad nią czuwać. Mama się tak poświęcała dla niej, a teraz tak jej się odwdzięczają. No, ale sam mówiłeś, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu, co nie?

Wracam z Matthew do domu. Muszę mu podziękować jakoś. Wiesz jakie to ciężkie? Może minie ten ból. Przynajmniej mam nadzieję. Nie jestem pewna czy go kocham jeszcze. Z pewnością boję się zaryzykować.

Żegnaj! Przyjadę za tydzień.
 

- Idziemy? - spytałam
- Pożegnałaś się?
- Tak. – chwyciłam go za rękę
- To wracajmy, bo się ściemnia.

Nagle kolana mi się ugięły i poczułam, że ktoś uderza mnie czymś ciężkim między łopatkami. Zrobiło mi się przed oczyma ciemno. Upadłam na ziemie. Powoli mój oddech zwalniał, aż zupełnie straciłam świadomość.
„Matthew! Matthew!” – zawołałam łapiąc ostatni oddech.

1 komentarz:

  1. Hej :)Postanowiłam, że zostawię komentarz pod najnowszym postem. Wszystko ciekawie się zapowiada i od razu mówię, że ja na miejscu Leny walnęłabym Matthew w twarz, ale może jestem po prostu agresywna. :P Uwielbiam Josepha (oczywiście nie tylko za imię :P)mam nadzieję, że zostaną dobrymi przyjaciółmi. Może uda mu się ją pocieszyć po niezbyt miłych przeżyciach. :)
    Pozdrawiam, twoja Lexi. :)

    OdpowiedzUsuń